Sprzedaj Polaka, zatrudnij obcokrajowca
Powoli ku końcowi zbliża się obecny sezon i sytuacja w poszczególnych rozgrywkach robi się coraz bardziej klarowna. Dyrektorzy klubów zaczynają więc planować letnie przygotowania i…
kompletować listę zawodników, którzy opuszczą bądź dołączą do ich drużyn. Wyjadą co zdolniejsi Polacy, przylecą anonimowi gracze z zagranicy. Niestety z roku na rok sytuacja w naszych rozgrywkach robi się coraz bardziej dramatyczna. Kluby, które decydują się promować rodzimych zawodników, sprzedają każdego, kto tylko wzbudza zainteresowanie scoutów i managerów. W efekcie każdy, średnio zapowiadający się młody zawodnik, który umie prosto kopnąć piłkę, może realnie liczyć na wyjazd i podniesienie swoich zarobków. Gdyby na podbój międzynarodowej piłki wyruszali zawodnicy pokroju Jana Bednarka czy Sebastiana Szymanskiego, to można by mówić o sukcesie polskiej myśli szkoleniowej. Obaj jeszcze dosyć młodzi, mający za sobą doświadczenie nabyte na rodzimych murawach. Obaj w kręgu selekcjonera z papierami na to, by stać się wkrótce głównymi postaciami Reprezentacji. Wyjechali i w stosunkowo niedługim czasie stali się ważnymi elementami swoich nowych drużyn. To jednak pojedyncze przypadki.
Niestety najczęściej do czynienia mamy z inną regułą. Za naszą granicę wyruszają coraz częściej przeciętnie grający zawodnicy, którzy mogliby pograć w Ekstraklasie jeszcze sezon lub dwa. Ich atutem jest wiek oraz stosunkowo nieduża cena. Ekipy z czołowych lig mogą sobie bowiem pozwolić na ściągnięcie zawodnika za kilkaset tysięcy euro i obserwowanie, czy rozwinie się w dobrego zawodnika. Jeśli tak, to potem sprzedadzą go za dużo większe pieniądze. Jeśli nie, bez sentymentów zwalniają go z obowiązków wypełniania kontraktu. W efekcie na naszych boiskach biegają coraz gorsi zawodnicy, poziom ligowy obniża się z roku na rok, a gra w europejskich pucharach staje się coraz odleglejszym marzeniem. Co ciekawe, zawodnicy, którzy nie dali sobie rady za granicą, wracają w glorii i chwale, podpisując wysokie kontrakty. Liga słabnie, więc stają się jej wyróżniającymi się postaciami, mimo że jeszcze kilka lat wcześniej mieliby problemy z załapaniem się do wyjściowej jedenastki.
Ligowi trenerzy muszą sobie w tej sytuacji jakoś radzić. Penetrują klubowe szkółki w poszukiwaniu rodzimych zawodników. Jednak postawienie na zdolnego, choć nieprzewidywalnego juniora rodzi spore ryzyko. Wszyscy oczekują od szkoleniowców dobrych wyników, więc bezpieczniej jest zatrudnić zawodnika z zagranicy. Niestety, często dzieje się to na podstawie kilku meczów nagranych na DVD i opinii managera. Podstawą zatrudnienia stają się nieduże wymagania finansowe i obiecujący klub w CV. I znowu, taka sytuacja nie byłaby najgorsza, gdyby nad Wisłę trafiały nieodkryte talenty pokroju Carlitosa czy Angulo. Niestety prawdopodobieństwo, że tak się stanie jest jednak znikome, i lepiej skorzystać z STS kod promocyjny 2020 i zacząć bawić się w bukmacherkę, niż liczyć że uda się takie transfery powtórzyć. Kolejne samoloty przywożą bowiem anonimowych kopaczy, którzy z uśmiechem podpisują kontrakt, pozują z klubową koszulką, a po sezonie lub dwóch już ich nie ma. Na swoim koncie, prócz całkiem pokaźnej dla przeciętnego Polaka kwoty notują kilka bezbarwnych występów i na tym koniec. Nie przyciągają kibiców na stadiony, nie podnoszą poziomu naszych rozgrywek i nawet juniorzy nie są w stanie się wiele od nich nauczyć. No chyba że tego, jak radzić sobie w piłkarskim życiu, nie mając wielkiego talentu.
Fot. WajdaFoto


