Po prostu Mały
Marcin Kołodziejczyk mógłby spokojnie napisać leksykon lig świętokrzyskich. Grał w różnych klubach, często robił różnicę. Teraz jest w GKS Nowiny, gdzie duże nadzieje wiąże z nim Mariusz Ludwinek. Bo Mały to jest gość.
Jak patrzysz na skład czwartej ligi świętokrzyskiej to pewnie z sentymentem na połowę stawki?
Marcin Kołodziejczyk: Grałem w Nidzie Pińczów, Granacie Skarżysko, Naprzodzie Jędrzejów, Wiernej Małogoszcz, Łagowie, który awansował do trzeciej, teraz wróciłem do GKS Nowiny, po latach, tak można powiedzieć sentymentalnie. Najlepszy czas chyba spędziłem w Granacie, wygraliśmy trzecią ligę, lecz nie mogłem wystąpić w barażach o drugą. Kontuzja… Przez Granat dostałem szanse w Koronie – od trenerów Leszka Ojrzyńskiego, Ryszarda Tarasiewicza, pokazałem się.
Granat mógł zaistnieć w drugiej lidze?
Infrastruktury nie ruszajmy, ta ze Skarżyska jest jak relikt. Gdybyśmy weszli mieliśmy grać na Broni Radom. Sportowo dysponowaliśmy super ekipą. Skarżysko zasługuje na poważny futbol, bo tam jest potencjał. Jako trener prowadziłem w Granacie roczniki 2005 i wiem co mówię. Mają zdolną młodzież, lecz trzeba się nią poważnie zająć.
Dlaczego organizacyjnie tyle lat w Skarżysku nie działo się dobrze?
Widzę, że ktoś jednak chce coś zmieniać. Zatrudnienie Piotra Dejworka w roli koordynatora dobrze rokuje na przyszłość. Trzeba poczekać na wyniki, ale pracować systematycznie. A władze miasta muszą pomóc, żeby poprawić bazę treningową i stadion, no bo wręcz nie wypada by taki ośrodek jak Skarżysko był wykpiwany w województwie. Trochę już w piłkę gram, poznałem tajemnice lig świętokrzyskich i uważam, że trzeba stawiać na swoich. Każdy zespół, owszem powinien mieć trzech, czterech chłopaków z zewnątrz, takich by pomagali swoją klasą sportową, ale nie więcej.
Czułeś się kiedyś w szatni jak najemnik?
Może z zewnątrz mówi się najemnicy o takich powiedzmy przyjezdnych piłkarzach, ale w szatni różnice się zacierają, w zasadzie znikają. Wiadomo, zawsze największą burę za słabe wyniki dostaje armia zaciężna. Zakładam jednak, że w czwartych, piątych ligach w futbol bawią się ludzie, którym daje on przyjemność. W każdej drużynie oddawałem serce i udowadniałem, że warto było na mnie stawiać, czasami zapłacić nieco większe pieniążki.
Najlepszy zespół w jakim grałeś?
Granat Skarżysko za kadencji Irka Pietrzykowskiego. W trzeciej lidze pokazywaliśmy ciekawy futbol, czuliśmy się mocni. Wtedy nie czepiano się trenera, że stawia na lagę do przodu, defensywę, i tak dalej. To stereotypy, a Pietrzykowski zawsze wywoływał emocje, a krytyków kasował wynikami. W Skarżysku stworzył ekstra zespół, atmosferę wokół niego, na nasze mecze przychodzili kibice, organizowali się na wyjazdy. Sam Irek mówił, że krytyka w sporcie to normalna sprawa. Ludzie płacą za bilety, to wymagają, oczywiście, byleby tylko bez przesady.
Jak pójdzie ŁKS Probudex Łagów w trzeciej lidze?
Nie przejmowałbym się rezultatami, a nawet postawą w sparingach. Wiem jak pracuje Irek i zobaczycie, że Łagów będzie mocny. Forma przyjdzie na mecze o punkty.
Czyli Marek Brudek może spać spokojnie?
Tak. Miałem dobrych prezesów, ale ten z Łagowa jest wyjątkowy. On podchodzi do sportu z zaangażowaniem i jest skuteczny. Umie rozmawiać z ludźmi, przekonywać i ma wielkie ambicje, co z naszej świętokrzyskiej piłce nie zdarza się często. Niektórzy żyją tylko od dotacji do dotacji. Nie oszukujmy się, sytuacja futbolu w naszym regionie robi się dramatyczna. Prócz Korony, która spada z ekstraklasy i KSZO nie liczy się nikt, Wisła Sandomierz też coś się stara, ale ma mnóstwo problemów. Łagów to nowy projekt i trzeba mu kibicować. Samą zawiścią jako jedno środowisko daleko nie zajedziemy.
Nie dziwi cię, że nie ma większej piłki w takich miastach jak Jędrzejów, czy Busko-Zdrój?
Tam powinna być minimum trzecia liga. Wierzę, że sytuacja się poprawi, a najwięcej leży w gestii działaczy i polityków.
Widzisz siebie w roli szkoleniowca seniorów?
Jestem w trakcie robienia kursu UEFA A i oczywiście chciałbym prowadzić seniorów. Spotkałem na swoim szlaku wielu trenerów i od każdego czegoś się nauczyłem. Chcę grać ofensywną piłkę, ale nie będę teraz zdradzał pomysłów, bo… Trzeba je dostosowywać do zawodników jakich się posiada w składzie.
Jakbyś miał w gronie podopiecznych 20-letniego Marcina Kołodziejczyka jakie otrzymałby rady?
Musiałby popracować nad fizycznością. W tamtych czasach były inne warunki. Nie lubię się samemu oceniać, ale wtedy bazowałem na jednej nodze, druga mogła mi służyć do wsiadania do tramwaju.
Skoro nie lubisz oceniać siebie, to powiedz z jakim najbardziej utalentowanym zawodnikiem grałeś w jednej drużynie na dużym boisku.
Klaudiusz Łatkowski. Gdyby nie kontuzje zaszedłby bardzo daleko. Był świetny. Predyspozycje na poważny futbol miał Mateusz Fryc, kawał napadziora. U nas w regionie nie brakowało zdolnych chłopaków, niestety w większości przypadków nie potrafią tego poprzeć pracą.
Możesz pomóc młodzieży z Nowin w zespole Mariusza Ludwinka?
Myślę, że tak, bo mam cenne doświadczenie. Na podstawie swoich błędów jestem w stanie przekazać co mogą zrobić lepiej, ale nie będę wchodził w kompetencje trenera Ludwinka. Od niego też się sporo nauczę, bo ma ciekawe spojrzenie na piłkę nożną.
Jak się czujesz nie będąc najstarszym zawodnikiem drużyny?
Mogę tylko się ukłonić prezesowi Przemkowi Cichoniowi. Prezes, trener, zawodnik, i to jaki, bo prócz jakości na zielonej murawie pokazuje determinację, nie odstaje od dużo młodszych. Cichy zresztą jest młody duchem.
W Nowinach spotkałeś Wojtka Niebudka, którego prześladowałeś z Niburskim na Grudniowym.
Znamy się kupę lat, bardzo się lubimy i na pewno przyjemnie się gra z takim zawodnikiem. A na Grudniowym KSM Team szedł parę razy na mistrza i był zatrzymywany też przez Niburskiego. W 2015 roku w finale popisałem się hat-trickiem, ale na wynik 4:0 harował cały zespół. Zagraliśmy perfekcyjnie i musieliśmy zasmucić Wojtka i resztę jego drużyny. Jedni się smucą, inni cieszą, piłka, sport.
Futbol bez radości ma sens?
Nie. Ja się cieszę z każdego treningu, meczu. Nie narzekam, że jest za zimno, za gorąco, że murawa zła. Po co miałbym tak robić. Walczy się by wygrywać, strzelać gole, przeżywać te piękne momenty. W takich ligach jak czwarta nie chodzi o parę stów, tylko coś innego. Wierzę, że młodzież GKS Nowiny myśli podobnie jak ja. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Kamil Bielaszewski / Paweł Jerzmanowski / WajdaFoto








