Brak ambicji
Choć sędzia w meczu Legia – Omonia mylił się na niekorzyść mistrzów Polski to w żadnym wypadku nie można w jego postawie szukać usprawiedliwienia. Niestety, nasz najlepszy zespół zapisał kolejny rozdział księgi o kompromitacjach.
Piłkarzom Legii nie brakuje nic, nawet przysłowiowego ptasiego mleczka. Działacze się starają jak mogą, niedawno dokonano otwarcia ośrodka treningowego na najwyższym poziomie. W klubie z Łazienkowskiej wspaniale się zarabia, a po zdobyciu mistrzostwa Polski rozpływano się w zachwytach nad postawą podopiecznych Aleksandara Vukovicia. To co jednak wystarczało, i to nie zawsze na rywali z ekstraklasy niekoniecznie musiało wystarczyć na zespoły z innych krajów. Pierwsza rysa pojawiła się przy okazji wymęczonej wygranej z Linfieldem Belfast. Oczywiście usprawiedliwiano to bzdetami o początku sezonu, etapach budowy drużyny, zgraniem, i tak dalej, i tak dalej. Kolejnym rywalem Legii w eliminacjach Ligi Mistrzów była Omonia, prowadzona przez dobrze znanego w Warszawie Henninga Berga. Słynny Norweg z Legią jako trener wywalczył mistrzostwo i puchar kraju, ale i tak go krytykowano. W Polsce generalnie szkoleniowcy z zagranicy mają gorzej, wytyka im się błędy, jakby rzadziej zauważa pozytywy. Po odejściu z ekstraklasy sukcesy osiągali m.in. Dan Petrescu, Stanislav Czerczesow, Nenad Bjelica, wspomniany Berg, czy też były trener Korony Kielce - Martin Rojo Pacheta, który z Elche awansował do Primera Division. Z reguły nasi ligowcy narzekali, że trzeba za ciężko i za dużo pracować na treningach, a to naprawdę jest nie fair. Dziwnym trafem ambitniejsi grajkowie z ekstraklasy, oczywiście z odpowiednimi umiejętnościami i chęciami radzą sobie w mocnych ligach zagranicznych. Ich kolegom z mniejszymi aspiracjami jest dobrze w Polsce. Piłka jest fajnie opakowana i pokazywana w telewizji, godnie się zarabia, można błyszczeć w social mediach, a jak się przegra w Europie wciskać kity o skupieniu się na krajowych rozgrywkach. Zawodnikom brakuje też takiej pazerności na wynik, ale ich potencjał na arenie międzynarodowej nie jest należycie wykorzystywany przez trenerów. Z Omonią Legia jakby nie chciała mocno zaryzykować, grała nieco zachowawczo i w końcu zapłaciła za to czerwoną kartką Igora Lewczuka. Co z tego, że naciąganą, skoro arbiter ją pokazał i trzeba było sobie w takich okolicznościach. Zawiódł przede wszystkim bardzo doświadczony Artur Jędrzejczyk (udział przy dwóch golach), nie popisał się też sprowadzony z Lechii Gdańsk Serb Filip Mladenović. Legia przegrała 0:2, pożegnała się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Od razu wróciły stare śpiewki – nieudany mecz, walka o Ligę Europy, etapy budowy. To jest modne w polskim klubowym futbolu, przepłaconym, zepsutym przez działaczy, niektórych menedżerów. Łatwa kasa kusi, ale zabija ambicje, a tym którzy je mają jest tu ciężko. Bo najlepiej jest się kisić we własnym sosie, choć dla kibiców niesmacznym, to jednak własnym.




