Szczepan Krzeszowski: Śmieją się ze mnie, że biegam jak koń
Szczepan Krzeszowski, wychowanek Wiernej Małogoszcz, rok temu sprawdzany przez Widzew Łódź w listopadzie ukończy 22 lata i liczy, że uda mu się wybić powyżej trzeciej ligi. W tym sezonie walczy wraz z kolegami z Małogoszcza o powrót do trzecioligowego towarzystwa i stara się rundę wiosenną wykorzystać jak najlepiej. – Chodzi o to by robić postępy, a piłki ciągle mi mało – mówi 22-letni prawy obrońca, jeden z najlepszych zawodników na tej pozycji w czwartej lidze świętokrzyskiej.
Jesteś kibicem Widzewa?
Szczepan Krzeszowski: Nie, ale rozumiem dlaczego padło takie pytanie. Byłem testowany prawie tydzień przez Widzew Łódź i zobaczyłem jak wyglądam na tle piłkarzy z nieco wyższej ligi. Czas spędzony w Widzewie, u trenera Włodzimierza Tylaka nie uważam za stracony, dzięki temu zostałem lepiej przygotowany do sezonu. Mogłem podpatrywać choćby Patryka Stępińskiego, który gra na prawej obronie. Dobry chłopak, co naprawdę dało się zauważyć. Wiem, czego mi brakuej i co mogę jak najszybciej w swojej grze skorygować. Niektórych zawodników testowanych Tylak szybko odsyłał do domu. Jeden chłopak z Łomianek nie miał siły na treningu biegowym i został pożegnany. Parę dni tam spędziłem i nabrałem ochoty na grę w wyższych ligach.
Nie lepiej kopać sobie piłkę przez kilka sezonów w czwartych, trzecich ligach?
Mam swoje ambicje i nie zadowoli mnie egzystencja na takim poziomie. Oczywiście, najważniejszy teraz jest awans z Wierną, ale dostałem obietnicę od prezesa, że jak się pojawi możliwość przejścia wyżej nikt nie będzie mi robił przeszkód. Mi jest ciężko godzić pracę z piłką i chciałbym postawić zdecydowanie na to drugie. OK., w Wiernej zajmuje się dzieciakami, ale jednak w dalszej, a nawet bliższej perspektywie pragnę sprawdzić się w drugiej, może pierwszej lidze. Wierzę w siebie i nie brakuje mi chęci do harowania na treningu.
Rocznik 1994. 22 lata to na piłkarza dużo czy mało?
Mnóstwo chłopaków w moim wieku gra w ekstraklasie, pierwszej lidze, niektórzy szykują się do występu w finałach Euro 2016. Trzeba mierzyć wysoko, nie zadowalać się byle czym. Zasuwam ile mogę. W Wiernej śmieją się nawet, że jestem jak koń, ale takiemu elementowi piłkarskiego rzemiosła jak bieganie też poświęcać sporo czasu. Jak jest wolna chwila trenuje sam dla siebie. Wydaje mi się, że nieco obniżyłem loty. Miałem taką rundę, że zaliczyłem siedem asyst, teraz tego brakuje i trzeba się szybko odblokować.
Nieudane zagrania w trakcie meczu cię zniechęcają?
Tak było w spotkaniu ze Zdrojem Busko. Zdarzają mi się przestoje i wiem, że trzeba coś z tym zrobić. Staram się oceniać siebie surowo, ale patrzę przed siebie, nie zagłębiam się w przeszłości. Najwięcej w mojej przygodzie z piłką zależy ode mnie.
Twój wzór prawego obrońcy?
Dani Alves. Dużo biega, non stop znajduje się pod grą, imponuje techniką, szybkością, dynamiką, zdobywa bramki. Bardzo dobre wrażenie robi Stephan Lichtsteiner z Juventusu, niesamowicie ułożony taktycznie zawodnik.
Jak oceniasz poziom czwartej ligi świętokrzyskiej?
Wiosna jest ciekawsza, bo drużyny się powzmacniały. Choćby Zdrój Busko, po którym widać rękę Ireneusza Pietrzykowskiego, potrafiącego fajnie poukładać drużynę i ją zmotywować. W czwartej lidze są piłkarze, którzy poradziliby sobie znacznie wyżej – choćby Adam Imiela ze Zdroju czy Marcin Kołodziejczyk od nas.
Wierna musi awansować?
Nie ma innej możliwości. Wejdziemy na sto procent.
JKM
Zdjęcia Kamil Bielaszewski





