Efekt domina
Nida Pińczów przegrała w czwartej lidze świętokrzyskiej 5 meczów z rzędu i znajduje się tuż nad strefą spadkową. Trener Artur Jagodziński nie zamierza jednak panikować, a najbardziej martwi go sposób tracenia goli.
Jaka jest główna przyczyna serii pięciu porażek Nidy?
Artur Jagodziński: Mieliśmy problemy zdrowotne, zaznaczam, że nie COVID-19 i kadrowe, a rywalizowaliśmy z zespołami z czołówki, od których odstawaliśmy pod względem taktycznym i technicznym.
Mogliście zgubić czujność jak zajmowaliście niezłe miejsce w tabeli?
Trudno to jednoznacznie określić. Na mecz z Orliczem pojechaliśmy w dwunastu. Dobrze, że z zagranicy wrócił Kamil Wijas, bo nam pomógł. Szafraniec wypadł na dwie kolejki, Stępnik więcej, jeszcze parę takich przykładów mógłbym dodać.
Jak podnieść się z dołka?
Wyjść na boisko i wygrać mecz.
Nie odczuwacie skutków intensywnego grania?
Na pewno daje się we znaki, jest zmęczenie. Straty kadrowe, zmęczenie, efekt domina. Nie ma co jednak narzekać, bo przecież ci zawodnicy są w Nidzie po to by grać w piłkę. Zdecydowanie więcej oczekiwałem od młodzieży, ale ona zawodzi. Nie mamy kasy na wzmocnienia, by kogoś ściągać z zewnątrz. Nie wiem czy by było dużo chętnych, bo kiedyś jak ktoś przychodził do Nidy zdarzało się, że ją opuszczał bez zarobionych pieniędzy. Klub jest teraz zarządzany inaczej, obrał inny kierunek, a dwa razy z rzędu wygraliśmy klasyfikację PRO Junior System. U nas się płaci na czas, skromnie, ale solidnie.
Taktyka trenera Jagodzińskiego nie pomoże?
Patrzę w jaki sposób traciliśmy ostatnio gole i chyba żadna taktyka by nie pomogła. Ponieśliśmy za duże straty kadrowe, ale w piłce po złym okresie musi przyjść dobry. Wierzę, że u nas już zaraz. /JKM/ Fot. Kamil Bielaszewski



