Brakowało głowy
Bartosz Pańtak od paru lat gra w Turnieju Grudniowym, ale dopiero w edycji 2020 poczuł jak smakuje sukces. Wicemistrz trójek z Dawideksem liczy na udaną wiosnę w Pogoni Staszów i liczy, że wypromuje się do wyższych lig.
Dużo fajniej na trójkach się wygrywa, niż odpada w pierwszych rundach?
Bartosz Pańtak: Nie ma co porównywać. Z Dawideksem kiedyś mieliśmy problemy z zebraniem składu, bo niektórzy sobie wymyślali jakieś kiepskie wymówki, ale w końcu Dawid Szałas znalazł właściwych ludzi. Mamy taką ekipę, która chce fajnie grać i osiągać sukcesy. Jasne, że super smakują zwycięstwa, to wicemistrzostwo wyjątkowo, ale ja zawsze na Grudniowy stawiałem się z wielką przyjemnością. Trójki piłkarskie lubią od najmłodszych lat, pamiętam jak grałem jeszcze z legendarnym Kornelem Łosakiem, mistrzem z roku 2019 z drużyną Kor-Transu.
Analizowałeś wasze błędy z ostatniego finału z Bangiem?
Było ich za dużo, począwszy od dotknięcia piłki przez rezerwowego. Za bardzo chcieliśmy wygrać, wydawało się nam, że skoro dużo strzelamy to i z Bangiem też pójdzie. Stwarzaliśmy okazje, brakło skuteczności, bo choćby ja i Dawid Szałas byliśmy bliscy zdobycia goli w newralgicznych momentach. Co z tego, wygrało opanowanie, bardzo mądra taktyka Banga, trzeba chłopakom oddać, że prezentują wysoką klasę sportową.
Bang był niczym rewolwerowiec?
Trafne porównanie. Spokój, zero emocji i robili kiedy się nadarzała okazja Bang Bang. Przy stanie 1:2 zaistniała okazja odwrócenia losów, ale znowu zadziałały chłodne głowy.
Nie przyjąłbyś przed Grudniowym 2020 wicemistrzostwa?
Pewnie, że bym przyjął. Mieliśmy założenie, by zajść wyżej niż poprzednio. Wówczas w ćwierćfinale wypunktował nas Bang. Też raz zagrali pięknie długą piłkę i zdobyli bramkę. Znowu zostaliśmy przez nich ograni, ale wicemistrzostwo, a do tego wygrana Grupa Michała Rotera to naprawdę spore wyczyny. Następnym razem celujemy w tytuł.
Jesteście drużyną piłkarzy niespełnionych na dużym boisku?
Z Michałem Rybusem, Kubą, Dawidem Szałasem znamy się z dziesięć lat, razem chodziliśmy do szkoły – podstawówka, gimnazjum, wspólne wspomnienia z piłki. Każdy na pewno miał większe oczekiwania w sporcie, ale przecież nic nie jest stracone. Widzę choćby po Dawidzie, który odżył w Nowinach i jest blisko Łagowa. Osobna sprawa – młodszy Kuba Rybus, on jak dostanie szansę w seniorskiej piłce w Koronie nie zawiedzie, ma potencjał.
CV to masz fajne. Dlaczego nie grasz wyżej?
Brakowało głowy. Kiedy znajdowałem się w wysokiej formie, pojawiały się propozycje chyba zaufałem niewłaściwym ludziom. W rezerwach Piasta Gliwice grałem z Mójtą, Mateuszem Makiem, Gojko, Flisem, Jagiełło, Krakowczykiem nasze mecze oglądał Waldemar Fornalik. Tam najbardziej zabrakło cierpliwości.
Nie zabraknie w Pogoni Staszów?
Miałem inne cele i marzenia niż czwarta liga, ale nie ma co płakać. Czasami warto się cofnąć by trafić na kogoś takiego jak trener Jacek Kuranty. Można coacha posłuchać, skorzystać na współpracy z nim by ruszyć do przodu. Nie narzekam na Pogoń, czuje się w niej dobrze i chcę zrobić progres. Nie przestaje wierzyć w to, że zaistnieje w większym futbolu. Rozmawiał Jaromir Kruk. Zdjęcia Kamil Bielaszewski / Radek Piasecki / Archiwum prywatne










