Na równi z Lewym
Kiedyś grał razem z Robertem Lewandowskim w Zniczu Pruszków i rezerwach Legii. Dziś Lewy strzela sporo goli dla Bayernu Monachium, a Adrian Paluchowski dla Wisły Puławy i zmierza po tytuł króla strzelców trzeciej ligi.
Spodziewałeś się, że Robert zrobi tak oszałamiającą karierę?
Adrian Paluchowski: Jestem miło zaskoczony. Piłkarz, z którym kiedyś byłem na równi wspiął się na wyżyny i strzela gole dla Bayernu, reprezentacji Polski, zdobywa tyle trofeów. Robert doszedł do tego ciężką pracą, charakterem, sam wszystko wywalczył. Mi też się wydawało, że pójdę w piłce wyżej. Pewnych spraw do dziś nie rozumiem. Po hat-tricku dla Legii z Zagłębiem Lubin trener Jan Urban posadził mnie na ławce rezerwowych. Marcin Mięciel grał, ja dostawałem ogony, a i tak w całej rundzie zdobyłem więcej goli od niego. Nie wiem, czemu zostałem odpalony w Legii i nie umiałem się z tym pogodzić. Nie poradziłem sobie z tym, bo byłem zbyt młody.
Mimo wszystko parę goli dla Legii strzeliłeś. Który był najważniejszy?
Mam w swoim dorobku trafienie w europejskich pucharach z Olimpii Rustavi. Asystował mi Piotrek Giza, obecnie trener rezerw Cracovii. Była okazja z nim pogadać gdy Wisła Puławy rywalizowała z drugimi Pasami. Cieszyłem się wyjątkowo z premierowego gola w ekstraklasie. Każda bramka daje radość, więc też wspomnę o tej, którą zdobyłem w kadrze Polski U-23 przeciw Walii. Wygraliśmy 2:1, a przy moim golu asystował Adrian Mierzejewski. W tamtej reprezentacji grałem choćby z Arturem Jędrzejczykiem, Michałem Pazdanem, Radkiem Majewskim, Czarkiem Wilkiem, Kubą Tosikiem, Jarkiem Fojutem, Adamem Mójtą, którego spotkałem w ŁKS Łagów. Kadra Polski, jaka by nie była zawsze pozostanie wyjątkowym wspomnieniem. Liznąłem coś wielkiego futbolu, a jak analizowałem ostatnie powołania do najważniejszej reprezentacji, to mogę powiedzieć, że z prawie połową wybrańców Paulo Sousy grałem.
Jakie cele stawiasz sobie w futbolu?
Chcę grać jak najdłużej. Jeśli zdrowie mi pozwoli to szybko nie zakończę.
Zmierzasz po tytuł króla strzelców trzeciej ligi. Z rywalami z regionu świętokrzyskiego chyba łatwo o gole nie jest?
Z KSZO w Ostrowcu przegraliśmy po zaciętym meczu 0:1. Na grząskim boisku rywal, mający przed sezonem aspiracje na awans postawił nam wysoko poprzeczkę. Oni się nastawiali szczególnie na Wisłę Puławy, co mnie nie dziwi, w końcu jesteśmy liderem i faworytem rozgrywek. Pasjonujący bój stoczyliśmy z Wisłą z Sandomierza, decydująca bramka padła w ósmej minucie doliczonego czasu. Sandomierz nie bał się grać pressingiem, stawiał na atak i dobrze to wyglądało. Zimą coś się jednak u nich zepsuło i teraz są znacznie słabsi. W Puławach nie pokonałem golkipera Korony II, najważniejsze, że wygraliśmy mecz, a młodzież z Kielc grała bez kompleksów i mogło się to podobać. Ciężką przeprawę mieliśmy w Łagowie. Wąskie boisko, sztuczna nawierzchnia, oni mają dobrych obrońców, o znakomitych warunkach fizycznych. To dobry zespół, wtedy znajdował się na fali i tak na dobrą sprawę zmarnował setkę w kluczowym momencie, na 2:0. To odwróciło losy meczu, a w drugiej połowie strzeliliśmy trzy gole. Mi nie przeszkadza, jak wygrywamy, a nie strzelam bramek. Najważniejszy jest wynik drużyny.
Dużo trudniej się zdobywa gole w ekstraklasie niż trzeciej lidze?
Na pewno, dużo wyższy poziom, jak sama nazwa wskazuje. W trzeciej lidze też napastnicy spotykają trudnych przeciwników. Mi dał się we znaki Julien Tadrowski, który już nie gra w Stali Kraśnik, po przeniósł się do Pogoni Siedlce. Wisła Puławy to rywal, który sprawia, że przeciwnicy wznoszą się na wyżyny swoich umiejętności. Musimy sobie z tym radzić, reagować. Naszym celem jest awans do drugiej ligi i konsekwentnie zmierzamy do celu.
21 zespołów to nie za dużo jak na trzecią ligę?
COVID-19 sprawił, że poszczególne klasy rozgrywkowe zostały powiększone. Sezon przejściowy, ale czy 40 meczów do rozegrania w całym cyklu to nie jest jakaś szalona dawka. Każdy zawodnik lubi jak się gra jak najczęściej. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Radek Piasecki




