Puzzle Sousy
Znowu byliśmy blisko zdobycia na Wembley przynajmniej punktu, jak 48 lat temu, choć mecz nie stał na zbyt dobrym poziomie. Gol Harry‘ego Maguire 6 minut przed końcem przybił pieczęć na wygranej Anglii 2:1.
Na spotkanie z Albionem Polska pojechała bez kontuzjowanego Roberta Lewandowskiego. Wcześniej wypadł Mateusz Klich, a to też poważne osłabienie. Z Węgrami (3:3) i Andorą (3:0) szału biało-czerwoni nie zrobili i biorąc pod uwagę porównaniu potencjału ekip Garetha Southgate i Paulo Sousy faworyt mógł być tylko jeden. Oczywiście, zawsze pewne różnice można zniwelować odpowiednim ustawieniem zespołu, taktyką. Portugalczyk próbował, niestety znowu nie ustrzegł się błędów z doborem składu. Może jednak inaczej się po prostu na tym etapie nie da. My na Wembley wyszliśmy w obronie z piłkarzami Sampdorii, Barnsley, Benevento, Southamptonu, Lokomotiv Moskwa, oni odpowiednio: Manchester City, Manchester City, Manchester United, Chelsea. Anglia nie grała olśniewająco, czekała na błędy i po ich serii (strata Piotra Zielińskiego, faul Michała Helika) z karnego objęła prowadzenie. Przed przerwą widzieliśmy drużynę Polski niczym przedstawiciela naszej ekstraklasy – wystraszoną, bojaźliwą, piłkarzy bojących się gry jeden na jeden, ryzyka, jakiś sparaliżowanych. Dzięki niezłej organizacji tyłów, a bardziej apatyczności gospodarzy obie strony dzieliła tylko różnica jednego gola. Po przerwie biało-czerwoni wyglądali lepiej, wyszli wyżej i pressing wymusił błąd u Stonesa, a Jakub Moder wyrównał. Zabrakło paru minut by dowieźć remis do końca. Anglicy grając ekonomicznie znowu nas pokonali, a po takim spotkaniu pojawiają się różne wnioski. Na pewno mamy wygórowane piłkarskie ego. Nie jesteśmy potęgą, siła naszej reprezentacji opiera się przede wszystkim na Robercie Lewandowskim i kilku jednostkach. Taktycznie dostaliśmy już ostrzeżenie w finałach MŚ 2018 w Rosji, kiedy nie popisał się Adam Nawałka, namaszczony wcześniej na nieomylnego. Do pewnego czasu kadra pod jego wodzą czyniła postęp, ale po Euro 2016, gdzie można było osiągnąć więcej niż ćwierćfinał pojawiły się rysy. Nawałkę rozkminił trener Duńczyków, więc zaczął kombinować i przekombinował. Jerzy Brzęczek też raczej nie jest entuzjastą ofensywnego, atrakcyjnego futbolu, pressing też nie stosowaliśmy za jego ery zbyt często. Wygrywaliśmy ze słabszymi, z silniejszymi zwykle przegrywaliśmy. Antyfutbol zaprezentowany na wyjeździe z Italią zabolał jednak najstarszych górali. Stało się jasne, że z Brzęczkiem więcej nie wyciśniemy, a wyrok na niego został odsunięty w czasie. W końcu zastąpił go światowiec Paulo Sousa, kiedyś super piłkarz, jako trener mający skrajne opinie. Zbigniewa Bońka przekonała jego wizja, a sam Portugalczyk chyba nie wiedział na co się pisał. Trafił do kraju, który ma wielkie piłkarskie ambicje, rozbujałe ego i słynie z krytyki. Nie jest to krytyka konstruktywna, bo u nas się kopie każdego. Ci sami krytycy zapominają choćby takie coś:
- kadra Polski U-21 nie wzięła udziału w finałach Euro, w których wystąpiło 16 ekip
- w tym sezonie nie mieliśmy żadnego klubu w Lidze Mistrzów
- żaden polski trener nie pracuje w porządnej zagranicznej lidze i z solidną reprezentacją
- trenowaniem w Polsce zajmuje się coraz więcej przypadkowych ludzi, w naszym kraju chyba najłatwiej w Europie zdobywa się uprawnienia UEFA
- na szkoleniowców w grupach dziecięcych i młodzieżowych za duży wpływ mają rodzice i menedżerka, kosztem synów bogatszych obywateli tracą talenty z biedniejszych środowisk
- ogólnie w naszym futbolu, szczególnie w okręgowych związkach zasiedzieli się osobnicy, którzy nic na rzecz dyscypliny nie robią
- większość piłkarzy z ekstraklasy to minimaliści, interesuje ich przede wszystkim zarabianie kasy jak najmniejszym wysiłkiem i życie w luksusie, pasuje im też, że w związku z COVID-19 mecze odbywają się bez publiczności, po prostu mniejsza presja
Mimo wszystko nie brakuje w Polsce zawodników z ambicjami, pracowitych, którzy chcą się rozwijać i trafiają do dobrych zespołów zagranicznych. Przyjeżdżając na kadrę nie każdy z nich radzi sobie z niesamowitą presją, ciągłą krytyką. Pewnie wielu z nich przypominają się dziecięce lata, kiedy zdarzało się, że trenerzy rugali za dryblingi, a rodzice innych kolegów wytykali. Nasz chory system, bez systemu kasuje indywidualności, taki Sterling u nas miałby ciężko. Od reprezentacji Polski wymaga się tylko zwycięstw, niczym od piekarza pieczenia chleba. To wcale nie takie proste, a do Sousy już powoli dociera, że znalazł się w piekiełku. Leo Beenhakker zaczynał dużo słabiej niż Portugalczyk, ale poprowadził biało-czerwonych do finałów Euro 2008 i wygrał ciężką grupę eliminacyjną. Sousa ma Lewandowskiego, a do rewanżu z Albionem pozostało trochę czasu. Przedtem jednak, żeby zachować posadę obecny selekcjoner musi zrobić wynik tegorocznym czempionacie Starego Kontynentu. W ekstraklasie modne jest wyciąganie wniosków, a na pewno mówienie o tym, zobaczymy więc jakie wnioski z Wembley wyciągnie reprezentacja Polski. Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto





