Gdzie był Perez?
- Zależy nam na rozwoju futbolu na całym świecie. Nie pozostajemy obojętni wobec małych klubików – mówił Florentino Perez z Realu Madryt, jeden z pomysłodawców Superligi, która może zostać wkrótce powołana do życia.
Perez używa górnolotnych słów, a tak naprawdę stoi na czele rebelii, z której zyski mają spływać do kas najbogatszych klubów. Tych, które mają gdzieś cały futbol. – Chciwość i zachłanność gubi współczesną piłkę nożną. Wstydzę się, że za Superligą optuje mój Manchester United – uderza Gary Neville, legenda Czerwonych Diabłów z Old Trafford i reprezentacji Anglii. Superliga to przeniesienie modelu amerykańskiego do Europy, praktycznie bez normalnych spadków i awansów. Zabawa dla bogatych, którzy chcą być jeszcze bogatsi. Część tych bogatych jest do tego potężnie zadłużona i korzysta z okazji by się nachapać. – To nie jest sport – krótko kwituje Pep Guardiola, trener Manchesteru City, jednego z założycieli Superligi. Z tego co słychać The Citizens i Chelsea myślą o odłączeniu się od buntu. Nacisk kibiców, rządów, polityków jest niesamowity. Perez gra swoją grę, być może też o większe wpływy w UEFA. Europejska federacja popełniała mnóstwo błędów, ale kasa z niej płynęła do wszystkich federacji, bogatszych i biedniejszych. Superliga ma gdzieś biednych, z Perezem na czele. Gdzie był boss Królewskich gdy z prowadzenia Lubrzanki Kajetanów rezygnował Zenobiusz Foks, a na włosku wisiały dalsze występy popularnego zespołu w czwartej lidze świętokrzyskiej? Perez w ogóle się tym nie interesował, a tak samo podchodzi do przedstawicieli niższych lig z jego Hiszpanii. W sumie nie jego, bo jego ma być Superliga, wspaniale opakowana, także w piękne słówka, obietnice. Oby nie powstała, bo zniszczy światową piłkę, jej sens. A Lubrzanka pod wodzą Rafała Stefańskiego do końca tego sezonu poradzi sobie bez kasy Realu Madryt i innych buntowników. /JKM/ Fot. Kamil Bielaszewski / WajdaFoto







