Remis z legendą
Przed spotkaniem z Partyzantem kibice Moravii zastanawiali się ile bramek ich drużyna nastrzela outsiderowi. Mimo braku Mateusza Zawadzkiego i Bartłomieja Młynarczyka wydawało się, że zespół z Radoszyc wyraźnie przegra.
W naszej piłce nożnej, niezależnie od szczebla rozgrywkowego za dużo się wszystkim wydaje. Partyzanta prowadzi Jacek Pawlik, zasłużona postać Moravii. On był jednym z tych, którzy tworzyli podwaliny poważnego futbolu w Morawicy. Jego dwie kadencje pozostawiły sporo śladów i wspomnień. Mimo, iż tabela pokazuje różnicę jaka dzieli Moravię i Partyzanta Pawlik, chytry lis nic sobie z tego nie robił. Przyjechał na dobrze znany sobie rewir nie po to by spotkać się z wiceprezesem Krystianem Krukiem (jego byłym podopiecznym) tylko utrzeć nosa faworytowi. Ustawił bardzo mądrze młody zespół, a piłkarze Partyzanta trzymali się swoich pozycji. Sam Pawlik był lekko zdziwiony ich konsekwencją, bo czasami jego słowa odbijały się w szatni niczym groch od ściany. Uwierzyli, zostali przekonali i zagrali porządną partię. Moravia grała wolno, słabo wyglądała w środku pola. Jakub Rabiej wygrywał pojedynki w takich miejscach, że nic z tego nie wynikało, a większość z jego podań była niecelna. Gospodarze próbowali bokami, większość dośrodkowań była kasowana przez uważnych defensorów Partyzanta. Charyzmatyczny coach nawet się nie denerwował, także po stracie gola. Przy bramce najpierw piłka trafiła do samotnego Michała Rybusa, po tym do Karola Gilewskiego, a środkowy pomocnik Macieja Śmiecha zachował się jak słynny Włoch Alberto Gilardino. Po bramce Moravii wydawało się, znowu wydawało się, że już wygrała. Nic z tego, Partyzant odpowiedział wykorzystując serię nieporozumień w tyłach faworyta. Jak to w futbolu zmarnowane okazje mszczą się, a w 73 minucie Michał Rybus przegrał pojedynek z Jakubem Kaszubą. W końcówce przyjezdni musieli sobie radzić w dziesiątce, bo z boiska wyleciał Paweł Kulczyński. Pomocnika Partyzanta, idola młodzieży z Mniowa zamroczyło, bo zamiast do szatni udał się na trybuny i doszło do utarczek słownych z porządkowymi. Interwencja sędziego sprawiła, że Pawłowi wskazano drogę do szatni i mógł się udać pod prysznic. Już wykąpany dowiedział się, że jego drużyna wywalczyła cenny punkt. A piłkarze Moravii Anna-Bud przekonali się jak to w futbolu bywa. Gdy ci się wydaje, że wygrana się należy to nie wygrywasz. Tym bardziej, gdy rywalem jest cwany piłkarski lis Jacek Pawlik.
3 liga (4 poziom)
1.05.2021, sobota
Moravia Anna-Bud Morawica – Partyzant Radoszyce 1:1 (0:0)
Karol Gilewski 64 – Mikołaj Mularczyk 78.
Moravia: P. Kubicki – B. Wysocki, Garbala, Detka, Woś (46 Terech) – Miszczyk (46 Durlik), Gilewski, Rabiej (75 Jaroń), W. Młynarczyk (69 K. Kubicki) – Ł. Zawadzki (82 Horna), M. Rybus.
Partyzant: Kaszuba – Szustak, Cegieła, Laskowski, Pękala – B. Długosz, Kulczyński – Palka (90+5 Piwowarczyk), Sobczyk (75 Wojna), Pilarski – Basiak (66 Mularczyk).
Żółte kartki: Rybus, Śmiech (trener) – Kulczyński 2.
Czerwona kartka: Kulczyński (Partyzant) za 2 żółte – 88 minuta.
Sędziował: Jakub Moskal.


