Pycha i megalomania
No i się stało. W 2018 roku na mundialu sprowadzili nas na ziemię Senegalczycy i Kolumbijczycy, teraz na Euro za pychę i megalomanię ukarali nas Słowacy. A tak się cieszono nad Wisłą z wylosowania południowych sąsiadów.
Już mecze towarzyskie przed wyprawą do Rosji nie wyglądały zbyt dobrze. Paulo Sousa tłumaczył to problemami zdrowotnymi niektórych piłkarzy, a także eksperymentami. Znachorem nazwał go Franciszek Smuda, gość który spieprzył finały ME 2012, ale osoby bez wykształcenia medycznego też czasami potrafią leczyć ludzi. Sousa niby posiada kwalifikacje trenerskie, z wynikami już różnie bywało, ale póki co nie wprowadził naszej reprezentacji na wyższy pułap. Jego wariackie rotacje wyszły biało-czerwonym bokiem. Bezsensowne trzymanie się ustawienia z trójką obrońców sprawia, że tracimy dużo goli, i to w głupi sposób. Tak jak na 0:1 ze Słowakami. Robert Mak z łatwością ograł Kamila Jóźwiaka i Bartosza Bereszyńskiego, a po jego strzale piłka odbiła się od słupka i Wojciecha Szczęsnego by wpaść do bramki. Golkiper Juventusu ma pecha w wielkich imprezach. Zawalił spotkanie z Grecją na Euro 2012, złapał kontuzję w meczu z Irlandią Północną na Euro 2016, nie popisał się w konfrontacji z Senegalem na mundialu 2018, a teraz jeszcze wbił sobie swojaka ze Słowakami. My ich nie docenialiśmy, liczyliśmy na swoją siłę, której nie ma. Sousa, taki niby odważny coach nie zdecydował się na wyjście dwójką napastników, choć zdarzało mu się wypuszczać tercet, a w premierze Euro 2020 na szpicy był tylko Robert Lewandowski. Lewemu brakowało podań, więc się cofał, próbował rozgrywać i nic z tego nie wynikało. Początek drugiej odsłony zwiastował, że Polska odwróci losy batalii. Po fajnej kombinacji Wojciecha Klicha i Macieja Rybusa Karol Linetty doprowadził do stanu 1:1. Niestety, nieodpowiedzialność Grzegorza Krychowiaka, jego drugi żółty kartonik sprawiły, że przyszło nam grać w dziesiątkę. To nie był Krycha z marca, świetnie przygotowany do meczów kadry, tylko cień tego zawodnika. Chyba coś nie wyszło podczas zgrupowania przed Euro 2020, bo nie tylko as Lokomotiv Moskwa ustępował Słowakom pod względem fizycznym i kondycyjnym. Drugiego gola dla Słowacji strzelił Milan Skriniar, środkowy obrońca o jakim Polska może teraz pomarzyć. 26-latek pyka sobie w Interze Mediolan, my mamy najwyżej na tej pozycji grajków Southampton, Benevento, Hellas Verona, Barnsley, Rakowa Częstochowa. Marek Hamsik miał miesiąc przerwy w grze, ale potrafił odpowiednio przygotować się do Euro. Może to kwestia podejścia, charakteru, a tego na pewno części naszych piłkarzy brakuje. Nam się w ogóle wydaje, że jesteśmy zajebiści. Mundial 2002 – nie wyszliśmy z grupy, mundial 2006 – nie wyszliśmy z grupy, Euro 2008 – nie wyszliśmy z grupy, Euro 2012 – nie wyszliśmy z grupy, Euro 2016 – ćwierćfinał, mundial 2018 – nie wyszliśmy z grupy. Prosto można wyliczyć, że na 6 startów tylko raz udało się awansować do fazy pucharowej. Słowacy, z których wylosowania tak się radowaliśmy na mundialu 2010 dostali się do 1/8 finału, podobnie na Euro 2016. Dwa występy, dwa awanse, a teraz w kadrze mają zawodników o wysokim poziomie świadomości i odpowiedzialności. Hamsik, Pekarik, Kucka, Hubocan, Duda… Nikt nikomu w metrykę nie zagląda, ale reprezentacja to wyjątkowa drużyna, w której trzeba dawać z siebie maksa na boisku, nie w social mediach. Podopieczni Stefana Tarkovicia mieli do wykonania robotę i ją wykonali. My żyjemy sobie w swoim piłkarskim świecie, pełnym pychy i megalomanii, gdzie dziadostwo kwitnie w niższych ligach, okręgowych związkach, gdzie rozdaje się trenerskie papiery ludziom bez pojęcia, gdzie rodzice mają za duży wpływ na to kto gra w drużynach dziecięcych. Toleruje się sędziów grających u buków mecze, które prowadzą (oczywiście sprytnie za pomocą osób trzecich), picie wódy, a potem człowiek się wstydzi gdy drużyna narodowa dostaje w łeb od Słowacji… Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto


