Płacz giganta
Robert Lewandowski strzela od 2008 roku gole dla reprezentacji Polski, bije rekordy, a i tak jest cały czas hejtowany przez rodaków sprzed komputerów. Hejterzy mieli pole do popisu gdy w pierwszej połowie ze Szwecją obijał poprzeczkę.
Przy prowadzeniu Tre Kronor napastnik Bayernu oddał strzał w poprzeczkę i dobitkę w… poprzeczkę. Zaraz odezwały się głosy, że jak można tego nie trafić, ale to takie typowo polskie, wynikające z kompleksów i zawiści, gdy komuś coś się udaje. Lewy trafiał sporo w kolejnych eliminacjach, ale było z tym dużo ciężej w turniejach. Euro 2012 – jeden gol, Euro 2016 – jeden gol, mundial 2018 – zero, no i wypominano mu kiepskie staty. Na przesunięte o rok później Euro 2020 Lewy wybrał się pełen nadziei jako rekordzista Bundesligi, bo w sezonie 2020/21 uzyskał 41 trafień. Wiedział, że w kadrze nie dostanie takiego wsparcia jak w Bayernie, ale miał nadzieje przynajmniej na wyjście z grupy. Po porażce ze Słowacją 1:2, w której nie zdobył bramki spadła na niego fala krytyki, norma. Z Hiszpanami miał setkę w pierwszej odsłonie, nie wykorzystał jej, ale w drugiej zamienił na gola centrę Kamila Jóźwiaka. Po remisie 1:1 z Furia Roja Lewy i jego koledzy stali się bohaterami w ojczyźnie i już niektórzy widzieli w nich zespół lepszy od tego, który zajął trzecie miejsce w finałach MŚ 1974. Polacy mają skłonności do przesady, bo u Kazimierza Górskiego grało kilka gwiazd światowego futbolu, Sousa ma wyłącznie Lewego. Ze Szwecją w meczu z kategorii o wszystko daliśmy sobie szybko wbić gola i trzeba było gonić. Po poprzeczkach naszego asa z Bayernu niektórym uleciały nadzieje na sukces. W drugiej połowie Emil Forsberg podwyższył prowadzenie Szwedów, ale szybko odpowiedział Lewy i zdobył cudowną bramkę. Kapitan poderwał kolegów i po podaniu Przemysława Frankowskiego doprowadził do remisu 2:2. Biało-czerwoni dzielnie walczyli do końca, ale w doliczonym czasie trafił Victor Claesson, któremu asystował Dejan Kulusevski. Reprezentant Szwecji z Juventusu przyćmił kompana z Turynu, Wojciecha Szczęsnego, który tego dnia w Sankt Petersburgu specjalnie polskiej kadrze nie pomógł. Bohaterem, szkoda, że przegranym potyczki został Robert Lewandowski. Lewy opuszczał boisko ze łzami w oczach, bo znowu się nie udało coś ugrać, choć on nie może mieć do siebie pretensji. Strzelił 3 gole w dużym turnieju, czyli 75 procent uzyskanych przez armadę Paulo Sousy. Więcej nie mógł. Zabrakło wsparcia… JKM / Fot. WajdaFoto






