Radujmy się!
Legia Warszawa dwukrotnie pokonała Bodo Glimt i dostała się do kolejnej fazy eliminacji Ligi Mistrzów. Biorąc pod uwagę obecną pozycję polskiego zwycięstwa z najlepszym klubem Norwegii trzeba uznać za sukces, ale…
Legioniści po wywalczeniu sobie zaliczki na wyjeździe na rewanż z Bodo Glimt przygotowali zasieki na swojej połowie. Gdyby się dało, to trener Czesław Michniewicz włączyłby do defensywy nawet publiczność, bo przecież nasza ligowa filozofia na pierwszym miejscu stawia by goli nie tracić. Z przodu może się zawsze coś udać, lub inaczej – wysrać. Legia ma akurat gości, którzy potrafią zrobić różnicę. W pierwszej połowie klasę pokazał Brazylijczyk Luquinhas. Ograł jak dziecko obrońcę rywala i precyzyjnym uderzeniem nie dał szans golkiperowi Bodo. Goście szumieli, zagrażali bramce Artura Boruca, ale nie potrafili strzelić gola. Zrobiła to Legia, konkretnie Tomas Pekhart, uczestnik Euro 2020 z reprezentacją Czech. Dobrze, że takich ludzi ma w składzie Czesiu Michniewicz, ale czy preferowany przez niego styl gry wystarczyłby na bardziej klasowe ekipy? Na razie jednak nie ma co marudzić, radujmy się z wyeliminowania Bodo Glimt. W końcu w piłce nożnej chodzi o wynik… /JKM/




