Twarz Golańskiego
To się nie może nie udać. Korona ma wreszcie jasno określony cel, poważnie się wzmocniła, a w klubie jest coraz więcej odpowiednich ludzi. W tym Paweł Golański, dyrektor sportowy, który daje twarz temu projektowi.
Żeby antagoniści Pawła nie pomyśleli sobie, że to wazelina to możemy od razu dodać, że i on się myli. Zawsze ktoś będzie niezadowolony, bo to przecież futbol, polski futbol. Golański jednak zna się na rzeczy, czuje temat i dzięki przede wszystkim niemu sprowadzono do Korony grupę wartościowych piłkarzy. Oni nie przyszli tu tylko po to by zarabiać łatwe pieniądze, tylko zrobić awans do ekstraklasy i przyciągnąć kibiców na Suzuki Arena. – Awans – powtarza dyrektor sportowy Zawiesił sobie poprzeczkę wysoko, nie miał wyjścia. Ryzykuje? Bardzo dobrze. Jak jest presja to znaczy, że się o coś gra. Golański gwarancji żadnej oczywiście nie da, lecz chałtury ekipa Dominika Nowaka nie odstawi. Gra idzie o przyszłość klubu. Pierwsza drużyna MUSI awansować do ekstraklasy, rezerwy MUSZĄ awansować do trzeciej ligi. Trzeba poukładać sprawy w Akademii Korona, żeby nie skończyło się tylko na deklaracjach, pustych słowach. Golański nie jest uwikłany w kieleckie układy, pełne wojenek, obgadywanek za plecami, chamskich numerów, na czym traci, oby traciła już młodzież. Jego się w balona łatwo nie zrobi. Kto zna Pawła wie, że jest inteligentym typem, świadomym tego co robi, do czego dąży. Nie musi gadać o wyciąganiu wniosków, on je stara się wyciągać, z korzyścią dla Korony. To co robił w czasie okienka transferowego zostało zauważone w Polsce, bo nie da się ukryć gość cieszy się dobrą opinią w środowisku piłkarskim. Nagle stał się łakomym kąskiem dla innych klubów, ale Piotr Dulnik go z Kielc nie puści. Nie ma takiej opcji. Najpierw niech pomoże w realizacji celów w sezonie 2021/22, potem… przyjdzie sezon 2022/23. Z Golańskim pracującym w ekstraklasie, bo tam jego i Korony miejsce. Działacze Korony ostatnio mówią, że trzeba stworzyć dobrą aurę wokół klubu. Zgadza się. Paweł Golański to już im zagwarantował. Teraz wszystko w nogach i głowach piłkarzy. /JKM/ Fot. Kamil Bielaszewski







