Wrzesień z Sousą
W Polsce każdy selekcjoner reprezentacji spotyka się ciągle z krytyką i niezadowoleniem kibiców, dziennikarzy, wielu uważa się za najmądrzejszych. Paulo Sousa przekonuje się o tym na każdym kroku.
We wrześniu wraz z ekipą Cioną Po Oczach jeździliśmy za drużyną narodową. Warszawa – Albania, Serravalle – San Marino i znów Warszawa – Anglia. Byliśmy blisko tego co się działo i zapraszamy do lektury.
Albania
U nas wiele osób zapomina o rzeczywistości. Torino, Empoli, AS Roma, Atalanta, Lazio, Espanyol, SV Darmstadt, Grasshoppers, Quadsja, Konyaspor, Spezia – tak wygląda przynależność klubowa zawodników wyjściowej 11 Albanii na spotkanie z Polską na Stadionie Narodowym, mamy aż 6 piłkarzy z Serie A. Podopieczni świetnego trenera, Edoardo Reji, też ikony calcio grali dobrze, ale biało-czerwoni wykazali się nie lada skutecznością. 4 celne strzały, 4 gole, wygrana 4:1 i jak to u nas fala krytyki. Ci sami co krytykują lubią wspominać, że najważniejszy jest wynik. Był znakomity, widocznie coś jednak nie pasowało polskiemu piekiełku. Sousa też popełnia błędy, ale umie wyciągać wnioski. Cel z Albanią zrealizował, więc kadra pojechała dalej.
Granice
Przejazd z Warszawy do Rimini, gdzie mieliśmy siedzibę – zero kontroli na granicach, nikt nie pytał o paszporty COVID, jakby tego w ogóle nie było. Podróż dość szybka, a grupa kibiców udała się do Italii i San Marino z nadzieją na zdobycie wejściówki na mecz z outsiderem w Serravalle.
Wakacje
Początek września, a w Rimini, włoskim kurorcie sezon w pełni. Słoneczko, piękne plaże, super jedzenie (dużo tańsze niż nad polskim Bałtykiem), zabawa. Minusy – fatalny Internet, co Włosi tłumaczyli… grubymi ścianami w hotelach. To można było jednak przeboleć, także ze względu na atrakcje turystyczne. Most Tyberiusza, Łuk Augusta, fabryka motocykli Bimota, mnóstwo uroków, nic dziwnego, że Ken Laszlo poświęcił miastu swój przebój „Welcome to Rimini”.
Wajda Foto
Coś ciekawego się dzieje w Italii, no prawie w Italii, bo San Marino to stawia się Grzegorz Wajda. Fotoreporter z krakowskiego Ruczaja, który pochodzi z ziemi pińczowskiej, a ogładę zdobywał w Kielcach pracuje też dla włoskich agencji foto. Przyleciał samolotem do Bolonii, stąd pociągiem do Rimini i dojechał do swojego ulubieńca Łukasza Ciony z „Cioną po Oczach” i TVP3 Katowice. Przy okazji późnym wieczorem świętował mistrzostwo Europy Włochów. Było winko, piwko, dobre jedzenie i cudowne widoki. Tak, tak, Wajda się lubi bawić, a po imprezie ostro wziął się do pracy.
San Marino Stadium
Dzień przed meczem San Marino – Polska zawitaliśmy na konferencję biało-czerwonych na San Marino Stadium. Obiekt z Serravalle oddany do użytku w 1969 roku ma swój urok i fajne ekspozycje związane z kadrą San Marino. Mała republika jest dumna z każdego trafienia drużyny narodowej, małego sukcesiku, kibiców i tego, że bierze udział w futbolowej rywalizacji. W 2019 roku San Marino razem z Włochami organizowało Euro U-21. Gdy apelowano kiedyś o rozwiązaniu kadry republiki szybko ten pomysł został zmiażdżony krytyką. Tutejsza reprezentacja opiera się niemal w 99 procentach na amatorach. Gdy Polacy już trenowali na płycie obiektu kilku zawodników San Marino degustowało elektroniczne papierosy. Inni rozmawiali sobie z kibicami. COVID-19? Do dziś nie wiemy co za tym się naprawdę kryje, ale wróćmy do futbolu. Na konferencji biało-czerwonych Sousa tryskał energią. Gość, mimo ciągłych ataków zachowuje twardą skorupę i klasę, a może po prostu nie chce schodzić do poziomu niektórych hejterów, zwykłych zakompleksionych pustaków. Podczas zajęć biało-czerwonych dało się zauważyć, że w kadrze panuje dobra atmosfera.
Republika San Marino
Enklawa na terenie Włoch od wieków zachowuje swoją niezależność. Początki państwowości sięgają roku 301 naszej ery, za tym stoi postać świętego Maryna. W 1291 roku San Marino uznało Państwo Kościelne, potem enklawa przetrwała wiele burz, traciła niepodległość, ale z reguły szybko odzyskiwała. Uznawane za jedno z państw włoskich nie stało się częścią Italii, choć wspierało zjednoczenie Giuseppe Garibaldiego. Podczas drugiej wojny światowej przetrwało okupację aliancką (w teorii chroniło to przed Niemcami), ale wyszło z konfliktu przetrzebione głodem i chorobami. W latach 50-tych doszło do utarczek z Włochami, blokady małej enklawy, ale niezależności nie straciło. Dziś San Marino, należące do Unii Europejskiej zamieszkuje ponad 33 tysiące osób, a od 1990 roku gra piłkarska reprezentacja tego kraju. Co ciekawe federacja San Marino została założona już w 1931 roku.
Kanonada
Nie wszyscy polscy kibice weszli na stadion w Serravalle. Niektórzy wcześniej odkupili bilety od miejscowych, ale zorientowali się w tym ludzie z UEFA i pewne kwestie zablokowano. Część kibiców oglądała mecz spoza ogrodzenia, w malowniczym położeniu. Nie ma się co oszukiwać, wielu fanów, chyba jednak nie fanów robi Polsce wstyd. Wchodzą na stadiony pijani, zachowują się tragicznie. Da się zauważyć, ze grupa jeździ po to by leczyć swoje kompleksy, urwać się od żon, ale naprawdę alkohol im nie służy. Jeden z naszych rodaków przewrócił się zażygany na schodach i jeszcze oblał się piwem. To było żenujące i szkoda, że tacy kretyni blokują miejsce prawdziwym sympatykom futbolu. W Serravalle oberwało się PZPN i nawet słowa Zbigniewa Bońka nie przekonały protestujących kibiców. Nasza centrala nie miała jednak nic wspólnego z decyzjami delegata UEFA. Dodajmy, że na wrześniowych meczach eliminacji MŚ obowiązywał zakaz wstępu dla przyjezdnych. A na boisku w pierwszej połowie Polacy pokazali kilka świetnych akcji, strzelili cztery gole. W drugiej grali słabiej, dostali po fatalnym błędzie Kamila Piątkowskiego sztukę, ale w końcówce trafili outsidera jeszcze trzykrotnie. Wygrana 7:1 jest cenniejsza niż 2:0 i chyba nie ma co robić tragedii ze straconego gola. W Polsce jednak zawsze szuka się dziury w całym, a komputerowi zakompleksieni, niedowartościowani napinacze nie odpuszczają. Po Serravalle przeczuwali klęskę z Anglikami.
Anglia
Powrót z Rimini do Warszawy przebiegał bez zakłóceń. Obawy o wynik z Albionem były duże, ale na bój z wicemistrzami Europy biało-czerwoni wyszli z konkretnym planem i naprawdę pokazali porządny futbol. Gole padły w drugiej części, na trafienie Harry Kane’a odpowiedział w doliczonym czasie po zagraniu Roberta Lewandowskiego Damian Szymański. Bohater nieoczywisty, dowołany do kadry last minute, uczestnik Turnieju Grudniowego w Kielcach 2018 przeżył swoją cudowną chwilę. Anglicy próbują zrobić z Kamila Glika rasistę, czepiają się, w ich stylu o wszystko. Trudno jednak wymagać od podopiecznych Garetha Southgate’a by mieli wiedzę na temat ich państwa. Anglia zrobiła tyle krzywd innym nacjom, że można by o tym rozprawiać bez końca. Ten kraj teraz próbuje pouczać innych i ciągle gra, także kwestii piłki nożnej pokrzywdzone. Dobrze więc, że angielską pychę i butę ukarał Szymański, a idioci z Albionu niech dadzą sobie spokój z pogróżkami pod adresem zony Kamila Glika. Tacy debile powinni ponieść konsekwencje, ale do dziś nie usłyszeliśmy o karach dla motłochu, który szalał przy okazji finału Euro 2020 na Wembley i w okolicach. Są widać równi i równiejsi, a ta cała szopka z klękaniem przed meczami na cześć handlarza narkotyków robi się żenująca. To czysta prowokacja.
Kibice i kibice
Na meczach kadry Polski u siebie brakuje dopingu zorganizowanych grup kibiców, także klubowych ultrasów. Na Narodowym wszystko odbywa się na spontanie, raz wychodzi lepiej raz gorzej, ale pora się zająć typami, którzy niszczą wizerunek naszego kraju chamstwem, piciem wódy. Durnie, którzy deptają polskie flagi, nie okazują szacunku dla barw narodowych powinni być demaskowani i karani bezwzględnie. Mecz drużyny narodowej trzeba traktować jak święto, umieć się zachować podczas hymnu, i tak dalej, i tak dalej. Chuligani w tych aspektach deklasują Januszy, z wąsami i bez wąsów i nie robią „Wieś tańczy, wieś śpiewa”. Cały czas wiele trzeba poprawiać w grze drużyny narodowej, tak samo zachowaniu kibiców na Stadionie Narodowym. Polska to Polska, nie jakieś puste słowo.
Jaromir Kruk








