Adrian Sobczyński: Nie potrafią docenić tego co mają
Pod jego wodzą drużyna z Brodów kilkanaście miesięcy temu cieszyła się z awansu do IV ligi świętokrzyskiej. Po sukcesie i fali kadrowych roszad, wydawało się, że Kamienna na dłużej zagości w rozgrywkach. Czarna seria, a zwłaszcza styl w jakim ekipa beniaminka pożegnała się z punktami w starciu z Naprzodem Jędrzejów musiały mocno zaboleć przede wszystkim szkoleniowca, który złożył rezygnację. Zastąpił go Marcin Wróbel.
Porażka 2:3 z Klimontowianką Klimontów, 0:2 z Lubrzanką Kajetanów i 1:4 z Naprzodem Jędrzejów, postawiły Kamienną w trudnej sytuacji na kilka kolejek przed zakończeniem rundy wiosennej. Wyniki tych spotkań zadecydowały o tym, że powiedziałeś pas?
A. SOBCZYŃSKI, BYŁY TRENER KAMIENNEJ BRODY: - U podstaw rezygnacji leżą dwa czynniki. Pierwszy i raczej najważniejszy to brak charakteru. Niektórzy z zawodników po prostu go nie mają. Stąd brały się nasze problemy. Doszedłem do wniosku, że moja rezygnacja stanie się dla nich impulsem, bodźcem do lepszej gry. Większość z graczy obecnej kadry to najemnicy. Brak atmosfery? Atmosfera na pewno jest w tym zespole. Najgorsze, że nie ma przełożenia na mecz.
W poprzednim wywiadzie, po pierwszych meczach wiosną, byłeś pełen nadziei, mówiąc otwarcie o tym, że dobre wyniki i punkty będą tylko kwestia czasu. Stało się inaczej. W 10 dotychczasowych potyczkach, wliczając w to starcie na szczeblu okręgowego Pucharu Polski, Kamienna zanotowała 7 porażek.
- Wierzyłem, że to co robimy na treningach i sposób w jaki staraliśmy się grać idzie w odpowiednią stronę. Niestety życie pokazało co innego. W zimowej przerwie dokonaliśmy siedmiu zmian w kadrze. Dużo, nawet jak na ekipę, walczącą o punkty w IV lidze. Liczyłem, że w 3-4 spotkaniach z rzędu sięgniemy po pełną pulę. Życie szybko i przede wszystkim boleśnie zweryfikowało, to co sobie założyliśmy. Problem nie leży również w kwestiach finansowych. Dziesiątego każdego miesiąca zawodnicy mają zapłacone na czas. Nie mogą narzekać na opóźnienia, zaległości. Winni skupić się tylko na odpowiednim przygotowaniu i meczach. Na treningach wiele rzeczy wyglądało dobrze. W trakcie ligowych konfrontacji, znacznie inaczej.
Brak wyników kibiców musi dziwić pewnie tym bardziej, że zawodnicy nie muszą martwić się o pieniądze. Klubowa kasa nie świeci przecież pustkami.
- Niektórzy nie potrafią docenić tego co mają lub mieli. Po tym jak złożyłem rezygnację, rozesłałem informację do chłopaków, że przestaję być trenerem. Na SMS-a odpisało tylko 4 osoby. Ten fakt pokazuje, jakie było niektórych podejście. Nigdy nie robiłem niczego na gorąco. Decyzja o tym, by złożyć rezygnację została podjęta na chłodno. Z pewnych spraw wyciągnąłem wnioski. Decyzja została podjęta i nie ma od niej odwrotu. Została zaakceptowana przez prezesa. Mam propozycję pracy z innych klubów, więc o przyszłość nie powinienem się martwić. Chciałbym i życzę tego Kamiennej by utrzymała się w IV lidze. Jak będzie, przekonamy się w czerwcu. Mogę jedynie żałować, że wszystko potoczyło się w złą stronę. Dla beniaminka pierwszy sezon jest zawsze najtrudniejszy. Może gdyby ktoś dał mi więcej wyrozumiałości...
Czułeś brak zaufania?
- W pewnym momencie powiedziałem "dziękuję, odchodzę". Do końca rozgrywek jest jeszcze kilka kolejek, w których Kamienna śmiało powinna powalczyć o utrzymanie. Wierzę, że tak się stanie. Drużynę czeka trudne zadanie, zwłaszcza jeśli spojrzy się na układ spotkań. W najbliższych dniach Kamienna mierzyć się będzie z bezpośrednimi rywalami z dolnych rejonów tabeli. Na pewno po trzech pierwszych kolejkach nie złożyłbym rezygnacji, ale zrobił to w tym momencie. Może ktoś przywróci zawodnikom wiarę w wygrywanie.
Sądzisz, że po twojej decyzji drużyna się obudzi?
- Nie sądzę, że wstrząs cokolwiek zmieni. W zespole potrzebne są zmiany. Nie było łatwo zrezygnować. Rezygnacja została przyjęta bez zająknięcia. Widać komuś zależało na moim odejściu. W kontekście przyszłości klub musi porządnie zastanowić się nad zbudowaniem piramidy szkoleniowej. Jeśli tego nie będzie, Kamienna wróci do okręgówki albo A klasy. Nie wszystkim zawodnikom zależy na wynikach. Nie mają szacunku do siebie. Niektórzy już za samo podejście do tego, co robią nie powinni mieć płacone. Patrząc tylko i wyłącznie przez pryzmat kadry i nazwisk ktoś powie, że wzmocniliśmy się. Nie do końca. Dziura po stracie Dawida Żaka okazała się trudna do załatania. Nazwiska w piłce nie grają. W 3 meczach musieliśmy radzić sobie bez najlepszego strzelca Artura Kidonia. Dziś oficjalnie mogę powiedzieć, że wiosną graliśmy praktycznie bez bramkarza. Dla Przemysława Dwojaka IV liga to za wysokie progi. Patrząc tylko przez jego dyspozycję straciliśmy 7 punktów. Paradoksalnie w Jędrzejowie obrona zagrała dobrze, co z tego skoro między słupkami nie było jakości.
Słowa gorzkie, ale szczere?
- Przekonałem się, że niektórym osobom nie jest potrzebna w Brodach IV liga. Najlepiej byłoby gdyby zespół kopał się w A klasie. Drużyna to nie zbieranina, która przyjeżdża na trening, pakuje się i wyjeżdża a na koniec bierze pieniądze. Kidoń nie będzie miał problemów ze znalezieniem klubu w nowym sezonie. Pytanie co zresztą i gdzie wylądują? Z takim podejściem nie będą mieli łatwo. To boli.
Rozmawiał Rafał Roman
Czy wiesz, że...
W 24 spotkaniach sezonu 2015/16, Kamienna z Adrianem Sobczyńskim na ławce rezerwowych wywalczyła 26 punktów (7 zwycięstw, 5 remisów, 12 porażek). Strzeliła 36, straciła 47 bramek. Runda wiosenna, przynajmniej na razie jest zdecydowanie słabsza niż pierwsza odsłona rozgrywek. Kamienna pokonała 3:2 Unię Sędziszów, 3:1 ŁKS Łagów i zremisowała 1:1 z Neptunem Końskie.
![]()



