Shquiperi pokonani
Po awansie do Euro 2016 poczucie wartości albańskich piłkarzy wyraźnie wzrosło. Co prawda Shquiperi nie zakwalifikowali się do mundialu w Rosji i na kolejne finały ME, ale liczyli na sukces w kwalifikacjach MŚ 2022.
Pod batutą trenera Edoardo Reji Albania awansowała do drugiej Dywizji Ligi Narodów UEFA i narobiła sobie apetytu na sukces w walce o światowy czempionat. Po porażce z Polską 1:4 na Stadionie Narodowym Shquiperi nie dawano dużych szans na baraże, choć akurat przeciw nam pokazali ciekawy futbol. Reja ma naprawdę dobrych zawodników z mocnych lig i poparł to kolejnymi wynikami. Węgry u siebie 1:0, San Marino u siebie 5:0, a przede wszystkim Węgry na wyjeździe 1:0 – to robiło wrażenie, a niejako Albańczycy wyprzedzili Polskę w grupie. Mecz z biało-czerwonymi zmobilizował chyba cały kraj, czuło się niesamowite ciśnienie. To wiązało się też z faktem, że albańskim piłkarzom przyszło grać pod niespotykaną dotąd presją. Co innego taka presja w klubach, nawet włoskich, co innego w drużynie narodowej, kiedy liczą na ciebie rodacy. Na pięknym obiekcie Arena Kombetare kibice stworzyli prawdziwy kocioł. Przesadzili z wygwizdaniem polskiego hymnu, ale sparaliżowali trochę swoich zawodników. Cyniczni podopieczni Paulo Sousy, w których grze ofensywnej nie brakowało słabych punktów nie przejęli się wrogim nastawieniem miejscowej widowni. Zareagowali dopiero po golu Karola Świderskiego. Na cieszących się Polaków spadł grad butelek i innych przedmiotów. Sędzia przerwał mecz i dopiero po zapewnieniu bezpieczeństwa udało się go dokończyć, choć znów rzucano w Wojciecha Szczęsnego. Polska wykonała brudną robotę na 3 punkty i zbliżyła się do baraży o Katar. Na razie jednak daleko nam doskonałości, choć pod wodzą portugalskiego trenera czynimy postępy. Na zwycięstwa z wielkimi przyjdzie nam jeszcze poczekać, cieszmy się więc z triumfu w Tiranie, gdzie przed nikim nie kładzie się czerwonych dywanów. Łatwiej dostać butelką. /JKM/









