W cieniu City
Nie tak derby Manchesteru wyobrażał sobie Ole Gunnar Solskjaer. Co prawda zawodnik United trafił – Eric Bailly, lecz do swojej bramki, potem jeszcze David De Gea musiał wyciągać piłkę z sieci raz po tym jak trącił ją Bernardo Silva.
Wynik 0:2 na Old Trafford nie odzwierciedla panowania na boisku The Citizens. Artyści Pepa Guardioli po prostu się bawili piłką i pokazali, że oba zespoły dzieli nie tylko 6 punktów różnicy w tabeli. Solskjaer ma gwiazdorski skład, ale nie może się równać z City, drużyny u której wymienność funkcji wręcz poraża. Ilkay Gundogan, Rodri, Kevin De Bruyne, Phil Foden, Bernardo Silva, Gabriel Jesus poruszają się swobodnie, co było widać w derbach. Trener nie musiał z ławki wpuszczać Jacka Grealisha, Riyada Mahreza, Raheema Sterlinga, nie było takiej konieczności. Z bólem serca popisy MC oglądał Solskjaer i mógł tylko zazdrościć. Nie pomógł nawet Cristiano Ronaldo, sprzątnięty latem sprzed nosa lokalnemu rywalowi. Wielkiemu Portugalczykowi brakowało wsparcia. Słabsza forma rodaka – Bruno Fernandesa, absencja Paula Pogby też miały wpływ na grę Czerwonych Diabłów, ale nawet w optymalnym zestawieniu trudno byłoby nawiązać tego dnia walkę z City. Guardiola nie potrzebuje klasycznej dziewiątki, u niego nawet Gabriel Jesus gra inaczej, nie jak typowy egzekutor. Piłkarsko United ustępuje sąsiadom i trzeba sobie z tego zdać sprawę. Solskjaer będąc piłkarzem 6 razy zdobywał mistrzostwo Anglii. Było mu łatwiej, bo nie miał tak mocnych konkurentów jak teraz Manchester City, Liverpool, Chelsea? /JKM/ Fot. WajdaFoto












