Mistrz w Pińczowie
2011, 2014, 2015 z Niburskim, 2016, 2017, 2018, 2020 z Bangiem – 7 razy mistrzem Turnieju Grudniowego był tylko Dominik Szymkiewicz. Legenda trójek piłkarskich wróciła do czwartej ligi by pomóc Nidzie Pińczów w walce o utrzymanie.
Nida Pińczów to twoje piłkarskie wskrzeszenie?
Dominik Szymkiewicz: Zejście do okręgówki do Wichra Miedziana Góra było świadomą decyzją. Mogłem zostać w Granacie Skarżysko, gdzie przed pandemią rozegrałem tylko jeden mecz. Ze względów czasowych nie mogłem grać jakiś czas na tym poziomie, ale zostałem namówiony przez trenera Przemka Ryńskiego na Miedzianą Górę. Mieliśmy fajną ekipę – Mateusz Brela, Łukasz Kaczmarek, Marek Basąg, Bartek Malinowski, Damian Chrzanowski, jak na klasę okręgową dysponowaliśmy mocnym składem. Brakowało nam początkowo może zgrania, ale z czasem wyglądało to coraz lepiej.
Na twojej formie nie odbiła się słabsza frekwencja na treningach?
Frekwencja była słabsza, ale to ze względów zawodowych. Jednak ciężko mi samemu siebie oceniać.

Irytowała cię nadwaga?
W okresie pandemicznych złapałem kilogramów i nie byłem w takiej dyspozycji jak wcześniej. Klasa okręgowa to wybaczała, w czwartej lidze już by nie przeszło. Powrót do cięższych treningów dobrze na mnie wpłynął. Brakowało mi tego, ograniczałem się do tego co miałem w klubie, teraz jest inaczej. Od zimy, od dołączenia do Nidy Pińczów wszystko wygląda inaczej. Sam czuje się coraz lepiej.

Słabszy Dominik Szymkiewicz więcej dyskutuje z sędziami?
To się nie zmienia. Jak dochodzą nerwy mówię dużo, pewnie czasami za dużo.
Analizujesz sobie po jakiś meczach kwestie związane z sędziowaniem? Przecież nie zawsze racja jest po twojej stronie.
Czasami sędzia ma lepsze pole widzenia. Dyskutuje wtedy, gdy wydaje mi się, że racja jest po mojej stronie, ale to dość subiektywne spojrzenie. Taki charakter…

Chciałbyś być sędzią?
Nie, to nie dla mnie. Kiedyś się śmialiśmy, że powinienem stworzyć trójkę sędziowską z Karolem Armatą i Mateuszem Zacharskim.

Nie tak dawno Waldemar Szpiega mówił, że byłeś najlepszym defensywnym pomocnikiem czwartej ligi świętokrzyskiej. Trener w ciebie wierzy?
Z trenerem Szpiegą znamy się długo, prowadził mnie siedem, może osiem lat. Cieszy mnie jego opinia i zrobię wszystko by dojść do poziomu bliskiego do optymalnego. To kwestia intensywniejszych treningów. Nie mam już 25, 26, tylko 31 lat i regeneracja nie wygląda jak kiedyś. Możliwości organizmu nie są takie jak kiedyś, ale piłkarsko będę w stanie pomóc Nidzie.
Grałeś w trzeciej lidze w Partyzancie Radoszyce, chyba był to dla ciebie średnio udany czas. Potem jednak wiele razy polecano się klubom z tego szczebla. Jak się czułeś na tym pułapie rozgrywkowym?
W Partyzancie byłem jeszcze młody. Po awansie z Partyzantem był przeskok, może nie piłkarsko, ale w kwestii organizacji, kultury gry i brakowało nam ogrania, doświadczenia. Między czwartą, a trzecią ligą jest duża różnica, klasę wyżej przeciwnicy w większym stopniu wykorzystują błędy. Nie jest łatwo zatuszować swoje mankamenty.
Czemu region świętokrzyski jest tak słaby piłkarsko? Mało intensywnie się trenuje?
Dawno się nad tym nie zastanawiałem, ale jesteśmy daleko za województwem małopolskim, mazowieckiem, a nawet podkarpackim, o czym kiedyś bym nie pomyślał. Nie trenowałem poza naszym regionem, a na jego słabość wpływ ma szereg czynników. Jak ktoś ma parcie na bycie piłkarzem zdrowo się odżywia, regularnie chodzi na siłownię, podejmuje różne wyrzeczenia. Ważna jest kwestia mentalna, czy ktoś chce coś osiągnąć. Widziałem chłopaków z czwartej ligi, którzy trenują jakby byli w ekstraklasie. Są też tacy co trenują rzadko i wcale nie odstawali.
Może trenerzy są u nas słabi?
Nie oceniam trenerów, z którymi nie miałem styczności. Dużym zaskoczeniem w Wichrze okazał się dla mnie Przemek Ryński, super człowiek, bardzo lubiany. Okazał się znakomitym fachowcem, otworzył mi oczy na wiele aspektów. Każdemu mogę życzyć od najmłodszych lat takiego szkoleniowca. Więcej takich trenerów i więcej chłopaków stąd oglądalibyśmy na poziomie centralnym. Miło włączyć telewizor i obejrzeć zawodników z tego regionu w ekstraklasie w telewizji. Niestety, to rzadkość.
Ryński długo wytrzyma w regionie świętokrzyskim?
Życzę mu jak najlepiej. Jestem pod wrażeniem jego wiedzy, warsztatu i wiem, że zawodnicy z Łagowa są bardzo zadowoleni z tego, jak pomaga Irkowi Pietrzykowskiemu.
Zawodnikom nie brak parcia na sukces? Nie zadowalają się, że są uważani za gwiazdy czwartej lig, w cudzysłowie oczywiście?
Dobrze, że jest ten cudzysłów. Gwiazda w czwartej lidze? Brzmi to dziwnie samo w sobie, nie jest to żadne wyróżnienie. Mateusz Mianowany, Karol Armata, solidny Mateusz Zacharski, w Nidzie Krystian Zaręba, Marcin Szafraniec – podpora naszej defensywy, Mateusz Madej – jeszcze młody, a ma luz w prowadzeniu piłki, wizję, umiejętność gry jeden na jeden. Nie ma co generalizować, każdy przypadek jest inny. W piłkarskim życiu nie zaszkodzi szczęście, jak ktoś pchnie wyżej, poleci. Bez ciężkiej pracy nie ma co jednak myśleć o sukcesie.
W Grudniowym 2021 strzelałeś więcej bramek, ale popełniałeś sporo błędów w defensywie. Coś kosztem czegoś?
Było trochę tych błędów w defensywie, ale nie coś kosztem czegoś. Tak wychodziło.
Brak regularnych treningów nie wpłynął na twoją grę defensywną na trójkach?
W 2018 roku bardzo dobrze mi się grało, choć to nie powinno się zdarzyć, bo przebyłem jelitówkę. W 2020 nie znajdowałem się w super dyspozycji fizycznej, ale nie narzekałem na formę. Na zwycięstwo w Grudniowym wpływa mnóstwo czynników, niekoniecznie przygotowanie, bardziej spryt, dyspozycja dnia i unikanie błędów w tyłach. Ostatnio nam się potknięć zdarzyło kilka, które nie zdarzały się wcześniej i niestety finał przegraliśmy.
Bang słabnie, czy rywale rosną w siłę?
Przez pierwsze trzy lata Banga na trójkach tylko ja byłem stałym elementem zespołu. Zmienialiśmy ludzi i wygrywaliśmy trójki. Jesteśmy starsi, ale nie uważamy się za słabszych. Wydaje mi się, że kilka lat pogramy o najwyższe cele, oby tylko zdrowie dopisywało.
Paweł Jugo zażywa eliksir młodości?
Paweł to klasa sama w sobie. Co roku mówi, że nie ma siły, że mu się nie chce, ale nadal jest z nami. Jak już przychodzimy na jedynkę chcemy wygrywać. Celem Banga jest tylko pierwsze miejsce.
W tej edycji trójek w Grupie SOLIDARNI Z UKRAINĄ pobiliście swój rekord wygrywając 12:0 z Formasterem. Spodziewałeś się takiej kanonady?
Nie mamy parcia na strzelanie goli, nie siadamy pressingiem na słabsze zespoły. Wolimy spokojnie sobie rozgrywać. Jak widać da się jednak stracić tuzin goli w pięć minut. Powiedzmy, że rywal miał słabszy dzień i… dobrze, że nie musiał grać z kimś takim jak kiedyś KSM Team, który atakował rywali w ich polu karnych i zdobywał mnóstwo bramek. Czy wygrasz 1:0, czy 15:0 zdobywasz 3 punkty.
Który triumf w Grudniowym smakował ci najbardziej?
Z Niburskim w 2011 roku, z Krzyśkiem Krumplewskim, Michałem i Tomkiem Kołodziejczykiem. Wcześniej grałem w grupach młodzieżowych i ze znajomymi w Hienach Chęciny, ale zadzwonili z Niburskiego i zaczęła się piękna przygoda. Poznawałem wtedy system, w którym gramy dziś w Bangu.
Dużo widzisz różnic w taktyce tamtego Niburskiego i obecnego Banga?
Szczegóły. Bracia K ten system wymyślili i my w Bangu z tego korzystamy.
Ciężej wygrać trójki bez typowego broniącego golkipera?
W naszym przypadku jest niemożliwe. Opieramy grę na bardzo dobrym bramkarzu broniącym. Paweł jest znakomity i mając jego nie przeszkadza nam gdy rywale presują. My to robimy średnio i rzadko.
Największe gwiazdy trójek według ciebie?
Dużo się przewinęło świetnych zawodników. Na lewej stronie szalał Majkel, mistrz, o nieszablonowym wykończeniu, zero emocji na twarzy, a grał genialnie. Na rozegraniu Mały Kołodziejczyk – klasa sama w sobie, Bartek Strzębski – mega inteligencja, Karol Armata, Paweł Markowicz. Z przeciwników to pamiętam, że wysoko poprzeczkę zawieszał KSM Team. 4sports.pl z Łukaszem Szymoniakiem, Piotrem Pawłowskim – Tyczką, Jacek Kubicki i Przemek Cichoń grubo po trzydziestce ogrywali młodych chłopaków. Teraz mamy Moravian – bracia Zawadzcy wspaniale się rozumieją, cenię bardzo Young Sharksów. Obecnie większą wagę przywiązuje się do defensywy, ale my wiemy jak wykorzystywać nawet drobne błędy. Z Grupy VIP fajnie się patrzyło na Darka Pietrasiaka, Dariusza Dziekanowskiego, Irka Jelenia, Adriana Sikorę – znakomitych piłkarzy i mega ludzi. Grudniowy daje możliwość mierzenia się z reprezentantami nie tylko Polski, znanymi postaciami i pięknie promuje piłkę nożną.
Grudniowy odbywa się nawet mimo niepewnej sytuacji politycznej na świecie.
Fajnie się czyta i ogląda, że trójki wychodzą poza nasz region, ale to mnie nie dziwi. To atrakcyjna odmiana futbolu. Dużo się dzieje, mamy non stop jeden na jeden, strzały, interwencje bramkarzy. Gra w trójkach podnosi poziom techniczny i polecam to młodym adeptom piłkarzy. Cieszy też, że mamy coraz więcej grup charytatywnych i możemy komuś pomagać. Bang się w te szlachetne inicjatywy angażuje i jesteśmy z tego dumni.
Na grupie SOLIDARNI Z UKRAINĄ wystąpiła cała drużyna złożona z ukraińskich piłkarzy.
To co się dzieje na Ukrainie to dramat. W sposób piłkarski mogliśmy okazać solidarność z najechanym przez bandycki reżim putina krajem. Wierzę, że wojna wkrótce się skończy, oczywiście zwycięsko dla Ukrainy. Rozmawiał Jaromir Kruk / Zdjęcia Kamil Bielaszewski / Paweł Jerzmanowski / Grzegorz Ksel / WajdaFoto




















