Łukasz kontra sędzia
Łukasz Zawadzki, słynący z podejścia fair-play po meczu Moravii Anna-Bud z Nidą (3:3 w Pińczowie) zobaczył czerwoną kartkę za to co powiedział sędziemu. Porozmawiał na ten temat z Kieleckim Futbolem.
Za co zobaczyłeś czerwony kartonik?
Łukasz Zawadzki: Podszedłem do sędziego i powiedziałem, że jest oszustem. Postąpiłem tak, bo uważam, że prowadził zawody nieuczciwie. On odpowiedział, że odpowiednio to opisze w protokole i będę na długo zawieszony. Po usłyszeniu tego odwróciłem się na pięcie i odszedłem.
Jak oceniasz pracę arbitra głównego w Pińczowie?
W pierwszej połowie sędziował normalnie, nie mieliśmy zastrzeżeń. Po przerwie wszystkie decyzje podejmował na korzyść gospodarzy i momentami zdziwienia nie ukrywali zawodnicy Nidy. Po takich meczach odechciewa się futbolu, a to co się działo w drugiej odsłonie w Pińczowie nie ma nic wspólnego ze sportem. Ktoś taki jak rozjemca meczu Nida – Moravia Anna-Bud powinien dostać zakaz sędziowania piłki nożnej.
Michał, twój brat założył złe ochraniacze?
Ponoć miał nieodpowiednie, ale usłyszał o tym w trakcie drugiej połowy i arbiter nakazał mu zejść z boiska. Potem przez parę minut, jak już pożyczył ochraniacze od kolegi nie dostawał zgody na powrót na boisko, denerwował się przy linii. Z takim czymś nigdy się nie spotkałem.
Może Michał za dobrze grał?
Strzelił gola i może go zapamiętali. Po trafieniu pokazał sędziemu jak został przejechany korkiem po piszczelu . Zapytaliśmy: Co byłoby gdyby złamali mu nogę? A sędzia: To byśmy wezwali karetkę. Nie mam słów, ale jak Świętokrzyski Związek Piłki Nożnej coś z tym nie zrobi zabawa w czwartą ligę straci sens. Najwyższa pora zrobić porządki, bo zniechęcimy więcej ludzi do futbolu. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. Tomasz Wierzbicki



