Wyrwani z błogostanu
Po awansie do finałów MŚ 2022 niektórzy z polskich kibiców, a nawet ekspertów widzą zespół Czesława Michniewicza nawet w strefie medalowej. Nam się jak zawsze dużo wydaje, ale w Brukseli biało-czerwoni zostali wyrwani z błogostanu.
Gdyby piłka nożna opierała się na gadaniu farmazonów bylibyśmy już kilka razy mistrzami świata. Po zwycięskim barażu ze Szwedami na Stadionie Śląskim w Chorzowie losowanie grup mundialu przyjęto u nas z optymizmem. Meksyk? Cóż tam, Meksyk, to nic, że od 1994 roku za każdym razem w finałach MŚ wychodzi z grupy, a nam się to nie udało żadnym razem… Arabia Saudyjska? E tam, puknie się ich. Argentyna? Zagra z nami trzeci mecz, pewnie już pewna awansu i się złapie jakiś remisik. Polski futbol lubi się karmić złudzeniami. Ćwierćfinał Euro 2016 biało-czerwonych został przyjęty z entuzjazmem, ale też niedosytem, bo przecież mogliśmy dojść do finału. Jakby jednak zapominano, że w całym turnieju Polska strzeliła 4 gole w (na 5 meczów), a w 1/8 finału ze Szwajcarią daliśmy radę zremisować mecz dzięki Łukaszowi Fabiańskiemu, zaś rywal nie wytrzymał próby nerwów na karne. W mundialu 2018 w Rosji padł mit Nawałki, dostaliśmy po łbach. Paulo Sousa karmił Polskę pięknymi słowami, ale nie dał wyjścia z grupy na Euro 2020. Po jego odejściu w niezbyt przyjemnej aurze kadrę przejął atakowany przez wiele mediów Czesław Michniewicz. Udało mu się dotrzeć do umysłów kadrowiczów, przekonać ich do wysiłku w barażu i cieszyliśmy się z awansu na katarskie finały MŚ. Nagle jednak nie staliśmy się potęgą, choć już co niektóre łby twierdziły, że Polskę stać na najlepszą czwórkę w najważniejszym turnieju globu.
Liga Narodów UEFA to bardzo fajne rozgrywki, a Polska ma przywilej grać w najmocniejszej Dywizji A. W premierowej edycji nie udało się wygrać żadnego spotkania, w drugiej dwukrotnie pokonana została Bośnia i Hercegowina. Trzecią Polska zainaugurowała pokonaniem Walii, ale narzekano na słaby styl, który tłumaczono przyjazdem kadrowiczów na zgrupowanie wprost z urlopów. Siłą rozpędu biało-czerwoni mieli ograć Belgię, upokorzoną przez Holendrów w Brukseli. W końcu mamy u siebie Roberta Lewandowskiego, cel Barcelony, według wielu najlepszego piłkarza świata, niestety bez potwierdzenia w największych imprezach z kadrą. Trochę też na Ligę Narodów UEFA marudził Kevin de Bruyne, artysta z Manchesteru City. Ma prawo chłop się czuć zmęczony, sfrustrowany tylko ćwierćfinałem Euro 2020 i czwartym miejscem poprzedniej Ligi Narodów. Skoro jednak drużyna narodowa wzywa trzeba się w niej wykazać, w końcu trzeba coś dać rodakom. Klęska 1:4 z Holendrami nie rozbiła belgijskiej kadry, lecz ją skonsolidowała. W boju z Polską Roberto Martinez nie mógł skorzystać z bramkarza Thibauta Courtoisa – zwycięzcy Ligi Mistrzów z Realem Madryt (dostał wolne, bierze ślub), Jasona Denayera (Olimpique Lyon), a w ostatniej chwili z powodu urazu wypadł mu Romelu Lukaku, autor 68 trafień w drużynie narodowej, czołowy środkowy napastnik globu. Nie doszło więc do konfrontacji belgijskiego tura z Lewym, który dał Polsce prowadzenie. Po okresie naporu Czerwonych Diabłów padł gol dla naszych (piękna akcja), ale gospodarze zbytnio się tym nie przejęli. Łapali swój rytm, bawili się piłką, a sygnałem dla nich okazał się wyrównujący gol Axela Witsela tuż przed zmianą stron.
W wyjściowej jedenastce Martinez postawił na zawodników klubów, kolejno: FC Brugge, Wolves, Al-Duhail, Benfica Lizbona, Borussia Dortmund, Leicester City, Manchester City, Real Madryt, Leicester City, Besiktas Stambuł, Atletico Madryt. Eden Hazard z Realu Madryt nie zanotował dobrego sezonu w klubie, w LaLiga nie strzelił nawet gola, ale kadry potrzebował jak ryba wody. Kadra potrzebowała go jeszcze bardziej i on to czuł. – Bawił się z naszymi piłkarzami, jednym ruchem się uwalniał od opieki rywala – mówi Andrzej Niedzielan, były reprezentant Polski, komentator Polsatu Sport. Jak się bawi Eden to się włącza Kevin, chyba najlepszy piłkarz Czerwonych Diabłów. Liga Narodów mu się niby nie podoba, w klubie zarabia niewyobrażalną kasę, ale Holendrzy podrażnili jego dumę. – Cieszmy się, że Kevin grał na 50 procent możliwości, bo mogło być gorzej – podkreśla Niedzielan. On wie, że Polska ma kilku piłkarzy wyższej jakości, Belgia może z trzydziestu. Druga połowa obnażyła braki naszego futbolu, szkolenie bez systemu, wpływy rodziców na trenerów dzieciaków, przereklamowanych trenerów, słabych działaczy, sędziów obstawiających w zakładach bukmacherskich, pewnie przy pomocy znajomych mecze, które prowadzą. To wszystko tłumi pasję, radość, wywołuje strach. W Brukseli Czerwone Diabły rozpędziły się po przerwie i umiejętnie korzystały z błędów przyjezdnych. Wszedł sobie chłopak z Brighton – Leandro Trossard i wbił dwa gole Bartłomiejowi Drągowskiemu. Wynik na 6:1 ustalił debiutujący w kadrze Lois Openda z AS Monaco. Nigdy wcześniej Polska nie straciła więcej niż czerech goli w drugiej połowie spotkania. To się zdarzyło w Brukseli i to może wyjść na dobre zespołowi Michniewicza. Głosy o jego zwolnieniu należy uznać za durne.
Praca Michniewicza nie jest łatwa, bo na co dzień musi sobie radzić z chłopakami głównie o wielkim ego, którzy mają różnej maści doradców, kręcą się wokół nich menedżerowie i inne typy, bo po prostu chcą zarobić. Polski piłkarz ma to do siebie, że lubi się czymś szybko zadowalać, niekoniecznie musi harować na treningach i za szybko myśli, że jest za dobry, a jak już osiągnął jakiś pułap to się nim zadowala. Oczywiście nie wszystkich wrzucamy do jednego wora, ale nie ma sensu rozpisywać się o problemach naszej piłki, lepiej znaleźć na nie rozwiązania. Ba, są takie, niestety kończymy na gadce. Mając zespół o dużo słabszym potencjale od Belgii trzeba szukać sposobów. Pressing to ryzyko – rywal gra znakomicie z kontry, murowanie bramki nie ma sensu – przeciwnik czuje się kapitalnie w ataku pozycyjnym. Trudno jest zniwelować różnicę w wyszkoleniu technicznym, szczególnie gdy eksperymentujemy. Po zejściu tak krytykowanego Grzegorza Krychowiaka w środku pola zrobiło się więcej miejsca dla podopiecznych Martineza. Lewy opuszczał boisko przy prowadzeniu Belgów 2:1, a choć nie rozegrał najlepszej partii absorbował uwagę defensywy Czerwonych Diabłów. Po meczu zwrócił uwagę na problemy fizyczne biało-czerwonych. Miał sporo racji, ale nie chcemy tu atakować Michniewicza. W Polsce lubi się mądrzyć o przygotowaniu fizycznym, nie dostrzegając braków w tej kwestii samych zawodników. Ilu potrafi dać z siebie więcej, dołożyć coś ekstra, przecież dla samych siebie. Oni to wiedzą, lecz najlepiej zwalać wszystko na trenerów.
Bęcki z Belgią dały wiele do myślenia. Lubimy odbijać się od ściany do ściany – dziś uważamy piłkarzy za mistrzów, jutro za nieudaczników. Tak to nie działa, ale trzeba zejść na ziemię. Mistrzami świata w Katarze nie zostaniemy, ale z grupy wyjść możemy. Trzeba wierzyć, że Michniewicz znajdzie sposób na lepszy od nas piłkarsko Meksyk, a piłkarze podejdą do tego skoncentrowani na maksa. Kluczem do sukcesu w starciu z Meksykanami może się okazać taktyka i przygotowanie fizyczne. Nie można zaniedbać żadnego szczegółu. Jak kadrowicze stracą kontakt z rzeczywistością, ogarnie ich pycha to polegniemy. Może więc na dobre wyjdzie Polsce 1:6 z Brukseli. Belgowie pokazali nam, że nie jesteśmy tak silni, ale na pewno możemy być znacznie silniejsi skorzystamy z doświadczeń z lekcji od Czerwonych Diabłów. Tak, żeby już nie być czerwonymi ze wstydu… Z Brukseli Jaromir Kruk



















