Na Szymoniaka można liczyć
Wychowanek Korony Kielce Mateusz Dziubek po okresie spędzonym w Granacie Skarżysko i Broni Radom trafił do Zdroju Busko. Ktoś powie – tylko czwarta liga, ale 25-letni zawodnik ma zupełnie inne spojrzenie na ten temat. – Chciałem wrócić do naszego regionu, a przecież jakbym był lepszy to bym grał w wyższych ligach. W Busku też mam przyjemność z gry, choć czasami przychodzi się kopać na takich boiskach, że aż wstyd zaprosić znajomych – mówi Mateusz Dziubek.
Zdrój Busko. Co ja tutaj robię? Nie zadajesz sobie takiego pytania?
Mateusz Dziubek: Po co miałbym zadawać. Przenosiny do Zdroju to moja decyzja i nikt nie miał na nią wpływu. Chciałem grać w okolicach Kielc i cieszę się, że trafiłem do tak zorganizowanego klubu jak ten z Buska.
Nie mogłeś zostać w Broni Radom?
Ciężko mi się było pozbierać po Granacie, bo wiadomo co spotkało ten klub, więc odbiło się to moim starcie w Broni. W środku rundy jesiennej 2015 przegrywałem rywalizację o miejsce w składzie, potem wygrywałem i mogłem nawet zostać w Broni. Nowy trener widział mnie na prawej obronie w dalszej perspektywie, co mi nie pasowało, bo choć sobie radziłem nie jest to moja optymalna pozycja. Więcej drużynie mógłbym dać na innej.
Twoi znajomi twierdzą, że dysponujesz potencjałem na wyższe klasy rozgrywkowe.
Kiedyś zabrakło mi osoby, która mogła by pomóc, ale tak naprawdę nie jestem takim dobrym zawodnikiem jak sobie niektórzy wyobrażają. Gdybym się tak wyróżniał nie występowałbym obecnie w czwartej lidze.
Kiedy byłeś najbliżej większej piłki?
W Chojniczance był taki moment, może też w Koronie w Młodej Ekstraklasie u trenerów Gawrona i Ruszkowskiego. W pewnym momencie trzeba było zaryzykować, mocniej powalczyć, a ja się obsrałem. Jakub Żubrowski niedawno świętował awans ze Stalą Mielec do pierwszej ligi, a my – ja, czy na przykład Damian Chrzanowski kisimy się na świętokrzyskim podwórku. Kiedyś trzeba było zostać w Koronie, gdzie niczego mi nie brakowało i pracować, nie fisiować.
W Koronie nie ma korzystnej aury dla młodych zawodników?
Nie można narzekać na warunki jakie są stworzone w Koronie młodzieży. Co prawda nie dostałem nigdy szansy w pierwszym zespole, ale z perspektywy czasu twierdzę, że największą winę ponoszę ja sam. Schemat jest podobny – pojawiają się większe pieniądze, imprezy i piłka schodzi na dalszy plan. Gdy coś ucieka młody nie zdaje sobie z tego sprawy, a żałuje tego później. Po jakimś czasie zrozumiałem, że piłkarzem się nie jest tylko podczas treningów i meczów, lecz 24 godziny na dobę.
Nie żal, że nie wiedziałeś tego wcześniej?
Wiedziałem, ale chyba nie pasowałem do piłki na wyższym szczeblu. Byłem za słaby i nie miałem pomysłu na to, jak podnosić swoje kwalifikacje. Marcin Cebula zachował cierpliwość, wciąż jest w Koronie i występuje w ekstraklasie. Jego przykład pokazuje, że można, tylko trzeba chcieć, choć z drugiej strony i jego przypadku coś ucichło, bo zanosiło się, że będzie liderem zespołu seniorów.
Pomoc psychologa młodym piłkarzom nie jest wskazana?
Jak zawodnik 20-letni słyszy słowo psycholog to się śmieje. To błąd, lecz nie każdy jest na tyle mądry, by chcieć dać sobie pomóc. Podświadomość w sporcie jest szalenie ważna, ale wymaga indywidualnej pracy.
Zdarzyło ci się grać z niezłymi zawodnikami. Kogo cenisz z nich najwyżej?
W Granacie mieliśmy fajną pakę, lecz nie będę nikogo wymieniał z nazwiska. Tam się jeden uczył od drugiego. W Chojniczance spotkałem Kamila Sylwestrzaka, który robił na mnie wrażenie takim luźnym podejściem do piłki. Mentalnie został doskonale przygotowany do ekstraklasy.
Pawła Wszołka pamiętasz?
Na Młodej Ekstraklasie zagrałem przeciw niemu. Dziś chłopak zarabia w lidze włoskiej, przez kontuzję przepadło mu Euro 2016, a ja się kopę w czwartej lidze w Rudkach, Radoszycach, Łagowie. Czasami jak widzę po jakich boiskach przyszło mi biegać łapię się za głowę. Jak tu znajomych zaprosić, skoro aż wstyd…
Z regionu świętokrzyskiego trudno się wybić?
Na pewno trudniej niż z innych. Po dobrej rundzie nawet pół telefonu nie dostałem. Słaby poziom też nie przyciąga skautów, no i te boiska, aż się płakać chce.
Osoba Ireneusza Pietrzykowskiego miała wpływ na twoje przenosiny do Buska?
Pietrzykowski ma pewien schemat pracy, który się sprawdza w różnych środowiskach, renomę i gdzie przychodzi poprawia się organizacja, sposób funkcjonowania klubu. W Busku na pewno nie narzekają, piłkarze też. Szkoda tylko, co podkreślam, że brakuje nam muraw jak na Mazowszu, wtedy futbol sprawiałby większą przyjemność.
Nie masz problemów z godzeniem piłki nożnej z pracą?
Pracuje w Szymko-Trade u Łukasza Szymoniaka, wciąż jeszcze piłkarza i on nie czyni mi żadnych przeszkód. O futbolu rozmawiamy non stop, często mi podpowiada i wiem, że na niego zawsze można liczyć. Dzięki jego pomocy wybrnąłem z finansowego dołka i mam pracę.







