Polskie gdybanie
57 minuta rewanżowego spotkania eliminacji Ligi Konferencji UEFA w Pradze. Po podaniu Vladislavsa Gutkovskisa sam na sam z bramkarzem Slavii wychodzi Mateusz Wdowiak. Mija go, ma przed sobą pustą bramkę i nie trafia…
Zmarnowaną okazją Wdowiaka Raków podał tlen Slavii, która mogła przegrać wyżej pierwsze spotkanie w Częstochowie. W rewanżu najpierw kapitalną sytuację zaprzepaścił Ivi Lopez, bo najpierw jego strzał odbił golkiper, a dobitka zatrzymała się na słupku. Przed przerwą podopieczni Jindricha Trpisovsky’ego, którzy w pucharach na łopatki rozkładali m.in. Sevillę, Leicester City, Glasgow Rangers, a już w tym sezonie Panathinaikos Ateny sprawiali wrażenie bezradnych, ale wicemistrzowie Polski nie umieli tego wykorzystać. Lepszy piłkarsko zespół czuł respekt przed tym teoretycznie słabszym, za to lepszym na boisku. Do 57 minuty rewanżu, do setki Wdowiaka, która wstrząsnęła Slavią. My lubimy gdybać, a w praskim klubie w razie niepowodzenia z Rakowem doszłoby zapewne do trzęsienia ziemi. Nie chciał tego trener, nie chciał Dyrektor Sportowy Jiri Bilek (były piłkarz Zagłębia Lubin), ale obaj wiedzą, że rozlicza się ich z wyników.
Ten rok nie układał się po myśli Slavii. Cervonobili dotarli aż do ćwierćfinału Ligi Konferencji UEFA, co jest wynikiem niesamowitym, lecz była szansa zajść dalej. Mistrzostwo kraju uciekło im sprzed nosa, pucharu też nie zdobyli. Zamiast więc startować w eliminacjach Champions League trzeba było walczyć o grupę europejskiego pucharu trzeciej kategorii. Cel miał być osiągnięty. Przed rewanżem z Rakowem dało się wyczuć niepokój w obozie Slavii, która miała nóż na gardle. Trpisovsky wystawił w pierwszej jedenastce na Fortuna Arena 7 Czechów, Papszun trzech Polaków. Potem na placu pojawili się u gospodarzy dwaj Czesi, u gości dwaj Polacy. Po setce Wdowiaka Raków opadał z sił, po stracie gola przegrywał fizyczną walkę ze Slavią, co może dziwić, bo w weekend nie grał meczu ligowego w przeciwieństwie do prażan. Rezerwą Trpisovsky pokonał Papszuna, bo Ivan Schranz, reprezentant Słowacji miał udział przy dwóch golach – wyłożył piłkę na tacy Mosesowi Ugorowi, a w doliczonym czasie dogrywki sam głową pokonał Vladana Kovacevicia (może za 7 milionów euro przenieść się do Benfiki Lizbona).
Po trafieniu Ugora przyjezdni grali na przetrwanie, rozpaczliwie się bronili. Wydawało się, że dotrwają do karnych, ale ta sztuka się nie powiodła, a przy drugiej bramkowej akcji skutecznie mogli zareagować kolejni zawodnicy Rakowa. Nikt nie doskoczył do Ibrahima Traore, Usorowi na dośrodkowanie pozwolił Gustav Berggren, a Ivanowi Schranzowi nie przeszkodził Milan Rundić. Po golu na 2:0 Slavia oszalała, aż przewróciły się bandy reklamowe za bramką Kovacevicia. Kibice cieszyli się z piłkarzami, pojawili się na murawie, ale szybko zaprowadzono porządek. Ludzie związani z polskim futbolem po odpadnięciu Rakowa mogli sobie pozwolić na gdybanie, bo na pewno żal zmarnowanej szansy, ale trzeba troszkę zejść na ziemię. W dwumeczu Slavia oddała 12 celnych strzałów, Raków 5. Praski zespół daje swojej reprezentacji wielu piłkarzy, Raków tego nie jest w stanie zaoferować polskiej.
Raków jest jak powiew świeżości w polskim futbolu. Nieźle szkoli młodzież, choć póki co nie przekłada się to na drużynę seniorów, potrafi znaleźć i wypromować dobrych stranieri, imponuje organizacją. Takiemu klubowi miasto nie chce sprawić stadionu z prawdziwego zdarzenia, musi przyjmować zacnych gości w kurniku, bo nie pasuje włodarzom politycznie. Wiele osób ogrzewa się przy sukcesach Rakowa, już gorzej z pomocą (może myślą, lub udają że myślą, że skoro klub ma bogatego właściciela wsparcia nie potrzebuje). Szkoda, że bo w Częstochowie udało się stworzyć coś wartościowego, popartego konkretami. To nie żadna ściema, a tych jest pełna polska piłka. U nas są akademie i szkółki, które przede wszystkim chcą na dzieciach zarabiać, umieją to marketingowo opakować, ale wiele robią na pół gwizdka. Ważne by rodzice płacili składki… Choćby po regionie świętokrzyskim widać, że ludzie futbolu nie chcą ze sobą współpracować, jedni utrudniają życie drugim, za to brylują w social mediach. Co z tego, że niektórzy jeżdżą na szkolenia, staże skoro na nich ich celem numerem jeden jest wstawienie chwalebnego posta na facebooku. Lanserów, bajerantów przybywa, z konkretami jest gorzej.
Marka Papszuna można nie lubić, bo jest ostry, dużo wymaga, ale trzeba szanować. Trener Rakowa doskonale zna stan polskiego szkolenia młodzieży, mentalność naszych piłkarzy i może dlatego skład oparł na obcokrajowcach. Jak ktoś z Polaków prezentuje się dobrze to gra. Czasami grać musi, bo wybory są ograniczone. W tym polskim piekiełku Papszun stawiał sobie wysoko poprzeczkę i był o krok przeskoczenia jej na arenie międzynarodowej. Trudno wyrokować czy za rok dalej będzie prowadził Raków, bo różnie może być, ale potrzebujemy takich ludzi jak Pan Marek. Oczywiście to wstyd, że dla nas sukcesem stał się sam awans do Ligi Konferencji UEFA, co też wynika z rankingów. Raków tuż przed fazą grupową zatrzymywały zespoły KAA Gent i Slavii Pragi, czyli uznane marki. Czeski zespół boje z wicemistrzami Polski kosztowały kupę nerwów, ale to Slavia nie Raków niebawem pogra w Lidze Konferencji. My cały czas możemy sobie gdybać, co oczywiście w sporcie nie ma racji. Żebyśmy mniej gdybali potrzebujemy więcej Papszunów i Rakowów, bo za tym pójdą zmiany przede wszystkim w szkoleniu. Jaromir Kruk / Fot. Krzysztof Klimek







