Piszczek: Zawsze wierzyłem w Kubę
Łukasz Piszczek był jednym z najlepszych aktorów spotkania w Nicei Polska – Irlandia Północna (1:0). Obrońca Borussii Dortmund ucieszył się szczególnie z asysty jego przyjaciela, Kuby Błaszczykowskiego. – Zawsze wierzyłem w Kubę – powiedział piłkarz, który po raz trzeci bierze udział w Euro. Tym razem ma być dobrze, z wyjściem Polski z grupy, czego nie doświadczyliśmy w latach 2008 (Austria) i 2012 (Polska).
Odczuwał pan tremę przed meczem z Irlandią Północną?
Łukasz Piszczek: Lekki stresik był, bo to wielki turniej, nie mecz ligowy czy pucharowy. Jak jest stres to poprawia się koncentracja. Zagraliśmy niezły mecz, choć sporo pracy kosztowało nas przełamanie defensywy Irlandii Północnej. Goście skupiali się głównie na obronie.
Waszą stronę Wyspiarze starali się przyblokować. Jak się grało, gdy Irlandczycy na waszej flance mieli przewagę liczebną?
Jakoś sobie radziliśmy. Za to więcej miejsca mieli na lewym boku Artek Jędrzejczyk i Bartek Kapustka, świetnie się rozumieli i dawali mocno we znaki Wyspiarzom. Naszą zaletą było to, że potrafiliśmy szybko przenieść ciężar gry z jednej strony na drugą. Graliśmy cierpliwie, mądrze i konsekwentnie.
Liczył pan, że rywale tak się zamurują?
Nie, myślałem, że zagrają bardziej ofensywnie. Byliśmy jednak przygotowani na taki wariant.
Asystę przy bramce Arka Milika zaliczył Kuba Błaszczykowski. Pana to chyba cieszy szczególnie?
Zawsze wierzyłem w Kubę, bo to świetny zawodnik. Na Euro na pewno nie powiedział ostatniego słowa.
Jak pan przeżył zderzenie z Wojciechem Szczęsnym w naszym polu karnym?
Wojtek podobno do mnie coś krzyczał, tak mówił, ale niestety nie słyszałem i nagle… bach, aż mnie przytroczyło. Szybko jednak doszedłem do siebie i myślę już o spotkaniu z Niemcami.






