Władza ludowa
Benedykt Nocoń pewnie byłby zażenowany widząc co robią z jego ŁKS Łagów, ale nim władze gminy się nie przejmą. On głosu w wyborach nie odda na nikogo, bo w lipcu 2002 roku zakończył swoją ziemską przygodę.
Benek stanowił przykład dla młodych piłkarzy z Łagowa i okolic. Zaliczył 51 meczów w ekstraklasie (4 gole), pograł w niezłych zespołach. Zaprzeczył stereotypom i udowodnił, że nawet z miejsca gdzie diabeł mówi dobranoc można się w futbolu wybić. Marek Brudek, jego kompan ze szkoły chciał dać Łagowowi trochę satysfakcji, zrobić porządną drużynę. Dokonał tego, robił furorę w trzeciej lidze, wygrał Okręgowy Puchar Polski, ŁKS Probudex w centralnym Pucharze Polski przyjął Cracovię.
Była szansa na zbudowanie fajnego stadionu, ale dziwnym trafem ktoś życzliwy to przyblokował. Im bardziej sportowo ŁKS szedł w górę, tym bardziej przeszkadzał grupie miejscowych. Jednak wycofania się lidera trzeciej ligi po półmetku zmagań nikt się nie spodziewał. Brudka zmusiła do tego sytuacja, bo wspaniali ziomkowie zniechęcają do niego potencjalnych sponsorów. Po prostu pan Marek stał się zagrożeniem dla władzy ludowej, która ma swoje wizje i cele, a do nich nie pasuje mocny klub piłkarski.
W gminie nieźle działa propaganda i większość miejscowych tak naprawdę nie wie o co chodzi. Brudkowi nie zależy na tym, by drenować gminę z pieniędzy, on jeszcze przyciągnął do Łagowa inwestorów i zachęcił ich do wspierania tutejszego projektów. Sknuto jednak intrygi i sprawiono, że trzecioligowy poziom znika z gminy. Nie oszukujmy się – Brudka zdradzono i sprzedano, ale tam w niebie pozostał z nim Benek Nocoń. Kolega z klasy wstydzi się władzy ludowej z Łagowa, która otacza się klakierami, a wartościowych ludzi niszczy. Tyle tylko, że Brudek przegrał bitwę, a wojna dopiero się zacznie na dobre. /JKM/ Fot. WajdaFoto / Krzysztof Klimek


