Kamil Glik: Nie stracić bramki w grupie
Obrońca reprezentacji Polski, Kamil Glik po meczu z Niemcami zremisowanym przez biało-czerwonych 0:0 chwalił całą drużynę za dyscyplinę w grze. – Taktycznie był to najlepszy mecz kadry Adama Nawałki przeciw Niemcom – mówi defensor AC Torino. Polska jest bardzo blisko awansu do 1/8 finału Euro 2016, a z udziału w imprezie mógłby ją wyeliminować praktycznie nierealny splot okoliczności. – Myślimy już o Ukrainie – dodaje Kamil Glik, który cztery lata temu nie został powołany na finały ME.
Jesteś dumny, że Niemcy są zadowoleni z remisu z Polską?
Kamil Glik: Każdego cieszy, że po Euro 2012 nasza kadra poszła w dobrym kierunku i jest teraz zupełnie inaczej postrzegana. Niemcy nabrali do nas szacunku po eliminacjach Euro 2016. Pokonaliśmy ich szczęśliwie w Warszawie 2:0, potem grając lepiej ulegliśmy im we Frankfurcie 1:3. W obu tych spotkaniach stworzyli sporo okazji, na Stade de France wyglądało to inaczej, bo główka Goetze i strzał zza szesnastki Ozila nie były stuprocentowymi sytuacjami. Robimy zauważalny postęp. W trzech ostatnich meczach licząc sparing z Litwą nie straciliśmy bramek.
Cztery punkty po dwóch meczach w grupie to chyba znakomity dorobek?
Innego wymiaru nabrała teraz nasza wygrana z Irlandią Północną, bo ci ponoć słabi Wyspiarze pokonali Ukraińców 2:0. W Nicei i na Stade de France staraliśmy się grać cierpliwie, ale w tym drugim przypadku nie udało się tego zdyskontować trafieniami, a naprawdę niewiele zabrakło.
Mieliście pretensje do Arka Milika o zmarnowane okazje?
Ta pierwsza była wyborna, a Arek pewnie z dziesięciu przypadków w dziewięciu pokonałby bramkarza. Cóż, nie udało się z Niemcami, ale nie ma co tragizować. Gramy dalej.
Jesteście bliziutko awansu. Jak zagracie z Ukrainą, która może się już pakować do domu?
Tak jak z Irlandią Północną i Niemcami, swoje. Mam nadzieję, że nie stracimy gola i wygramy.
Jak noga? Stłuczona?
Chodzić mogę, więc nie ma problemu. Już się nie mogę doczekać spotkania z Ukrainą.






