Wentyl bezpieczeństwa
- Coś nie tak z wentylem w piłce – rzucił zaraz na początku meczu w Skarżysku do sędziów Kamil Sylwestrzak, zawodnik Moravii. Piłkę zmieniono, ale gra jednego z faworytów czwartej ligi specjalnie się nie poprawiła. Na pewno zabrakło konkretów.
Przed sezonem we wzmocnionej Moravii Anna-Bud upatrywano nawet kandydata numer 1 do awansu. Skoro przyszedł ktoś taki jak Kamil Sylwestrzak, z Korony II trafił też niedoceniany tam Jakub Rybus, ściągnięto innych wartościowych grajków wydawało się, że team Macieja Śmiecha będzie lał wszystkich jak leci. Przegrana potyczka z AKS Busko miała być ostrzeżeniem i piłkarze Moravii zamierzali sobie to odbić na Granacie. Miał być łatwy mecz, 3 punkty i powrót na właściwe tory.

Bolesław Strzemiński nie ma takiego składu jak Moravia, ale doskonale przygotował swoich podopiecznych na bój z faworytem. Grali prosty, zdecydowany futbol. Na samym początku bramce Jakuba Borusińskiego zagroził Karol Stępnik. Parę minut później po pięknym prostopadłym podaniu Stępnika (magic touch) Jakub Gurski dał prowadzenie Granatowi. W 24 minucie po podobnej szybkiej akcji Bartłomiej Książek po podaniu Wiktora Pluty znów znalazł się oko w oko z Borusińskim, ale nowy golkiper Moravii nie dał się pokonać.

Moravia miała momenty naprawdę świetnej gry, dużo zagrań z pierwszej piłki, kombinacyjny futbol, strzały. W 34 minucie po zagraniu Sylwestrzaka na indywidualną akcję zdecydował się Mateusz Zawadzki, a zakończył ją strzałem w słupek. Tak samo słupek obił w doliczonym czasie pierwszej odsłony Michał Rybus (sam na sam po podaniu Mikołaja Toboły), a w międzyczasie w poprzeczkę huknął Jakub Rybus. Bramkarzowi Granatu dali się natomiast wykazać Oliwier Łączkowski (kapitalna parada Praska – 38 minuta), Jakub Rybus (39, 42), Mateusz Zawadzki (54). Goście stwarzali sytuacje, ale dopuszczali do nich Granat i w miarę upływu czasu popełniali coraz więcej błędów w newralgicznych strefach. Na początku drugiej odsłony po zagraniu ręką Jana Zgrzebnickiego sędzia przyznał Łysicy jedenastkę, którą na gola zamienił Bartłomiej Papros.
Na Paprosa koledzy coraz rzadziej mówią Bajtuś, bo stał się Bartkiem. Być może był najlepszy na placu. Wygrywał główki, szybko podawał piłkę kolegom, notował przechwyty, odbiory. Konkretny gość. W 80 minucie przejął futbolówkę po pechowym zagraniu Sylwestrzaka i podał do Książka, który książkowo sfinalizował sprawę. Po trzecim golu Granatu słaba w ofensywie Moravia biła głową w mur i się nadziewała. W 89 kolejną okazję sam na sam zmarnował Michał Rybus, w odpowiedzi po asyście Wiktora Bartoszka Moravię dobił Filip Kaczmarski. Czwórka do zera.
Konfrontacja dwóch piłkarskich światów przyniosła zwycięstwo temu biedniejszemu i skromniejszemu. Granat pokazał ambicję, determinację, ale też trochę błysku. Trener Strzemiński okazuje się dobrym krawcem, ale już ma problem z materiałem na kolejny mecz, bo jeden podopieczny zawija się na wczasy, dwóch na wesela. Kiedyś takie sytuacje były nie do pomyślenia, ale to nie były czasy social mediów, lansu i braku dyscypliny. Cóż, Granat musi sobie z takimi wyzwaniami radzić. Moravia ma inne problemy, ale przede wszystkim musi zrozumieć, że nawet w czwartej lidze meczów nie wygrywa się samym wyjściem na boisko. Całe to zamieszanie wokół klubu nie każdemu wychodzi na dobre, ale chyba nic tak jak piłka nożna nie uczy pokory.
4 liga (5 poziom)
15.08.2023, wtorek
Granat Skarżysko – Moravia Anna-Bud Morawica 4:0 (1:0)
Jakub Gurski 17, Bartłomiej Papros 47 karny, Bartłomiej Książek 79, Filip Kaczmarski 90+5.
Granat: Prasek – Górecki, Dołęgowski, Goździk, Dudzik (90+4 Materek) – Papros, Bartoszek, Książek (89 Bator) – Gurski (64 F. Kaczmarski), Stępnik, Pluta (89 Garbacz).
Moravia: Borusiński – Łączkowski, Sylwestrzak, Zgrzebnicki (55 Szczepanek), Mateusz Zawadzki – Ł. Zawadzki, Jopkiewicz, Michał Zawadzki (61 Rabiej), M. Toboła (73 Kościelecki) - Michał Rybus, Jakub Rybus.
Żółte kartki: J. Rybus, Ł. Zawadzki.
Sędziowali: Radosław Zielonka + Radosław Chrapkiewicz, Damian Gawęcki II.
Widzów: około 200.





