Grzegorz Piechna o Euro 2016
- W starciu z Portugalią los zabrał nam to, co dał przeciwko Szwajcarom. Byliśmy przed ogromną szansą wejścia do półfinału. Szkoda, bo taka okazja może się już więcej nie powtórzyć – komentuje król strzelców polskiej Ekstraklasy sezonu 2005/06, dawna gwiazda Korony Kielce, piłkarz, który zagrał w jednym meczu pierwszej reprezentacji Polski i strzelił jednego gola (Estoniii w Ostrowcu Świętokrzyskim). Francuskie Euro 2016 okiem Grzegorza Piechny.
Z Portugalią polscy piłkarze stoczyli bój, który z pewnością przejdzie do historii naszego futbolu. Czego pana zdaniem zabrakło do tego, by biało-czerwoni znaleźli się w najlepszej czwórce Euro 2016?
Grzegorz Piechna: Występ reprezentacji Polski nie można oceniać tylko i wyłącznie przez pryzmat czwartkowego starcia z ekipą Cristiano Ronaldo. Zagraliśmy świetny turniej i nieprzypadkowo byliśmy chwaleni przez zagraniczne media. Wiedzieliśmy jakie są mocne i słabe strony rywala. Wiedzieć to jedno, a wykorzystać takową wiedzę to drugie. Półfinał był na wyciągnięcie ręki. Pierwsza połowa pokazała, iż nie przestraszyliśmy się wyżej notowanego w rankingach rywala. Graliśmy konsekwentnie z tyłu i tak naprawdę jeden błąd zaważył na tym, że Łukasz Fabjański musiał wyciągać futbolówkę z siatki. Straciliśmy gola, ale nie podłamaliśmy się. Wystarczyło iść za ciosem, poszukać drugiego trafienia, a nie czekać na to, co zrobi przeciwnik.
Kapitalne zawody rozegrał Renato Sanches, na upilnowanie którego niestety Polakom nie udało znaleźć się sposobu.
- Rzeczywiście, brakowało piłkarza, który wyłączyłby go z gry. Pozytywem jest przełamanie naszego najlepszego strzelca Roberta Lewandowskiego, szkoda także sytuacji Arkadiusza Milika. Nie od dziś wiadomo, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. Zabrakło odrobiny szczęścia. W spotkaniu 1/8 ze Szwajcarią było po naszej stronie. Tym razem się odwróciło. Szkoda, bo Portugalia nie pokazała nic szczególnego.
Pana zdaniem zabrakło wyrachowania, zimnej krwi, zadania drugiego, decydującego ciosu, zwłaszcza przy prowadzeniu 1:0?
- Sytuacje do tego by wpisać się na listę strzelców były. I prawdę powiedziawszy byłem przekonany, że kadra Nawałki strzeli drugiego gola. Stało się inaczej. Brakowało ostatniego podania i wykończenia akcji w polu karnym Portugalczyków. Grzegorz Krychowiak spisał się dobrze w środku polu. Kibice oczekują więcej od Krzysztofa Mączyńskiego, który musi nie tylko harować w odbiorze piłki, ale także kreować akcje ofensywne. Brakuje nam typowego playmakera, zawodnika który byłby w stanie przytrzymać futbolówkę, dać się sfaulować, wymusić stały fragment gry. Dziwię się dlaczego tak mało szans od Adama Nawałki dostaje młody Piotr Zieliński.
W meczu z Ukrainą spalił się psychicznie i dlatego do końca turnieju siedział na ławce.
- Nie ma przypadku w tym, że jego nazwisko pojawia się w kontekście takiego klubu jak Liverpool. Przed Euro miałem nadzieję, że Zieliński będzie podstawowym graczem kadry. Życie piłkarza przynosi jednak różne scenariusze. Przykład? Jakub Błaszczykowski, który gra świetny pojedynek, a na koniec nie trafia decydującego karnego. Biało-czerwonych oglądało się z wielkimi emocjami. Zespół pokazał, że ma przyszłość. Jesienią rozpoczynają się eliminacje do Mundialu 2018. Polacy będą faworytem swojej grupy. Pytanie tylko jak zmieni się ta drużyna. Pojawią się kontuzje. Daj Boże by w reprezentacji pojawiła się świeża krew, tak jak Bartosz Kapustka.
W czasie mistrzostw narzekano na skuteczność wspomnianego Milika. Słusznie?
- Choć zdołał pokonać golkipera Irlandii Płn. nie był to Arek, jaki przyzwyczaił nas do występów choćby z ligi holenderskiej. Spodziewałem się po nim więcej. Biorąc pod uwagę liczbę sytuacji jakie miał, goli powinno być więcej. Lewandowskiego pilnowano pieczołowicie.
Kto oprócz Polski zaskoczył pana pozytywnie?
- Miłą niespodziankę sprawili Islandczycy i Walijczycy. Zrobili na mnie kapitalne wrażenie. Rozmawiał Rafał Roman







