Finałowy Irek
Po wygranej z Chojniczanką 2:1 Stal Stalowa Wola awansowała do finału barażów o pierwszą ligę. W sobotę zagra w Kaliszu z KKS. Zespół ze Stalowej Woli prowadzi doskonale znany w regionie świętokrzyskim Ireneusz Pietrzykowski.
Miałeś stres przed półfinałem barażów o pierwszą ligę?
Ireneusz Pietrzykowski: Nie, bo my traktujemy każdy mecz jak święto. Cieszymy się, na stadion przychodzi dużo ludzi, czuć pozytywną energię. W trudniejszych momentach nasz zespół stawał na wysokości zadania, choćby na początku sezonu, gdy znajdowaliśmy się w okolicach strefy spadkowej. Teraz jesteśmy w finale barażów, więc duża sprawa.
Jakie miałeś zadania po przyjściu do Stalowej Woli?
Początkowo kwestia utrzymania, drużyna się budowała, w zasadzie do końca okienka. Wiedziałem, że skład który złożyłem jest na tyle dobry, że ma szanse grać w barażach. Mówiłem to gdy byliśmy w okolicach kreski. To piłka nożna, wyrównana liga, co nam pomagało. Nawet gdy nie mieliśmy serii inni nie odskakiwali. Teraz wygraliśmy piąty mecz z rzędu, co pokazuje naszą wartość.
Trudna była decyzja o posadzeniu Adama Imieli na ławce z Chojniczanką?
Rozmawiałem z nim o tym. Adam jest dobrym zawodnikiem, więc trudno podejmować takie decyzje. On był obrażony, chciał grać. Nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, profesjonalnie podchodzi, a wkurzając się na mnie wychodzi na boisko i daje drużynie co najlepsze.
Praca w Stali to jakaś nagroda dla ciebie?
Po ponad dwudziestu latach w świętokrzyskim dziadostwie, gdzie Łagów był jedynym okienkiem na świat przyszła nagroda. W trzeciej lidze okazaliśmy się lepsi od Wieczystej, teraz mamy baraże o pierwszą ligę. Piękne momenty trenerskiego życia.
Do Kalisza pojedzie kilkuset kibiców Stali.
Na nich zawsze możemy liczyć. Atmosfera dla piłki nożnej w Stalowej Woli jest fantastyczna, ludzie nią żyją.
Twój przykład pokazuje, że w świętokrzyskim też są dobrzy trenerzy.
Wygrywałem wiele lat w świętokrzyskim i nikt o tym nie wiedział, no bo skąd, skoro nikt tam nie przyjeżdża. Mamy Koronę i nic więcej, żadnej pierwszej, drugiej ligi, nie ma kto dawać trenerom i zawodnikom przepustkę do czegoś więcej. Sezon z Łagowem spowodował, że Stalówka zadzwoniła.
Skąd mieli numer telefonu?
To akurat nie był problem.
Rozmawiał Jaromir Kruk



