To jeszcze nie koniec
Strzelając gola w meczu z Francją Robert Lewandowski zapisał się w kronikach finałów Mistrzostw Europy. Lewy trafiał do siatki w aż czterech turniejach Euro co należy uznać za wspaniały wyczyn.
Mieliście szczególną motywację na spotkanie z Francją?
Robert Lewandowski: Chcieliśmy godnie zakończyć nieudany dla nas turniej. Sami liczyliśmy na znacznie więcej, ale po porażkach z Holandią i Austrią straciliśmy szanse na awans. Dobrze, że zdobyliśmy ten punkt z Francją, i to przy takim fantastycznym wsparciu naszych kibiców w Dortmundzie, miejscu dla mnie szczególnym. Nasza gra nie wygląda źle, staraliśmy się rozgrywać piłkę. Po tym jak dostaliśmy gola nie było chaosu, przeszliśmy do ofensywy i doprowadziliśmy do remisu. Można żałować, jak te mistrzostwa się tak potoczyły.
Z tym karnym to była powtórka z rozrywki z Francją z Kataru 2022?
Przed samym strzałem widziałem, że bramkarz wyszedł. Sędzia też zwrócił uwagę i nakazał powtórkę, puls podszedł mi pod dwieście, ale uderzyłem inaczej. Pokazaliśmy, że potrafimy grać nawet z takimi przeciwnikami. Ten ciężar czasami należy szybciej przenieść do przodu. Teraz sobie można analizować, każdy z nas będzie mądrzejszy, ale czasu się nie cofnie. Dziękujemy kibicom za wspieranie nas.
Gdyby byli wszyscy zdrowi udałoby się coś więcej wyciągnąć?
Mogę żałować, że na pierwszy mecz nie byłem gotowy, w drugim wszedłem z ławki. Dopiero w trzecim mogłem zagrać od początku, dobrze się czułem. Na pewne sprawy nie mamy wpływu. Jako drużyna musimy sobie radzić z przeszkodami. Mnie bolało wspieranie zespołu spoza boiska, cały czas chce grać dla Polski, jest we mnie ten ogień.
Nie masz ochoty opuścić drużyny narodowej?
Dopóki będę mógł reprezentuje nasz kraj, kibiców, grał z orzełkiem. Czasami jest ciężko, nie wszystko idzie po naszej myśli. Dla wielu osób jesteśmy autorytetami, ale zawalamy, jak ludzie popełniamy błędy. Nie chcemy łatwo się poddawać, bo Polska zbyt dużo dla nas znaczy. Nie rzucamy ręcznika, nie odpuszczamy, ambicji na pewno nam nie zabraknie. Rozmawiał Jaromir Kruk / Fot. WajdaFoto






