Z Paprockim w Fałkowie
Po ośmiu sezonach spędzonych w Wiernej Małogoszcz Damian Czarnecki przeniósł się do GLKS Fałków. Mistrz Polski juniorów z Koroną Kielce 2008 ma pomóc nowej drużynie w wywalczeniu awansu do klasy okręgowej.
Co cię skłoniło do zmiany klubu na GLKS Fałków?
Damian Czarnecki: Moja sytuacja prywatna. Miałem ciekawe propozycje z ŁKS Łagów i Neptuna Końskie, ale przekalkulowałem wszystko i wybrałem Fałków, bo dzięki temu mogę więcej czasu poświęcić mojej córeczce, która ma 9 miesięcy. Uznałem, że już więcej sportowo nie uda się osiągnąć, a w Fałkowie mogę połączyć przyjemność ze sprawami rodzinnymi. Trafiłem do bardzo dobrze zorganizowanego klubu, są ludzie którym bardzo zależy – prezes, sponsor, inni, pracuje się z młodzieżą, dba się o marketing, kibice jeżdżą za nami na mecze. Mamy fajną otoczkę, to nie żadna amatorka, jak można myśleć o klasie A. Do tego ambitne cele, więc cieszę się, że mogę grać o coś.
Działaczom wystarczy zapału?
Patrząc na to co robią uważam, że tak. Mierzą w czwartą ligę, co według mnie jest możliwe do osiągnięcia. Ciężej będzie awansować do okręgówki, niż do czwartej ligi. Jestem zaskoczony ilu kibiców przychodzi na nasze domowe spotkania, na niektórych potyczkach czwartej ligi nie ma takiej publiki. Widać głód futbolu, czy to Puchar Polski, czy liga czujemy wsparcie. Fałków zasługuje na dużo więcej.
Karol Wasik przyciąga wielu kibiców?
Statystyki mówią same za siebie, Karol jest najlepszym strzelcem drużyny i kibice go uwielbiają. W Pucharze Polski z Wichrem nie mógł zagrać, ale kręcił się gdzieś koło ławki i to miało wpływ na rywali. Oni na pewno czuli straszny respekt przed Karolem. Niebawem nasz klub powinien zarabiać na koszulkach z nazwiskiem Wasik (śmiech).
Mocnych marketingowo zawodników GLKS nie brakuje. To też miało wpływ na twoją decyzję o związaniu się z tym klubem?
Mateusz Zacharski, Andrzej Paprocki to na pewno znane postacie. Żeby zrobić awans z klasy A trzeba mieć paru takich zawodników. U nas wszyscy chcą wygrywać, by pomóc klubowi w realizacji jego ambicji.
Ciężej się trenuje w Fałkowie niż w Wiernej Małogoszcz?
Na pewno nie. Przeskok z czwartej ligi do A klasy jest duży i to widać w każdym aspekcie.
Ciężko było się rozstać z Wierną?
Na pewno, bo przez tyle lat udało się zbudować coś fajnego. Wierna stała się marką w czwartej lidze. Przeżyłem tam wiele wspaniałych chwil, z trzecią ligą włącznie. Awans na ten szczebel w pierwszym sezonie kiedy przyszedłem, kilka meczów w których naprawdę wyglądaliśmy fajnie pozostanie na długo w wspomnieniach. Grało się przeciw Motorowi, Resovii, Stali Rzeszów, KSZO. Wierzę, że Wierna poradzi sobie w tym sezonie, choć na razie dobrze w tabeli to nie wygląda.
Poziom czwartej ligi świętokrzyskiej wzrasta?
Uważam, że czwarta liga się rozwija, także sportowo. Poziom się wyrównał, dużo drużyn gra ciekawie w piłkę, chce rozwijać zawodników. Nie jesteśmy regionem mającym wiele zamożnych klubów, ale nie da się nie zauważyć postępu.
Dużo talentów marnujemy w ligach naszego województwa?
Na pewno nie brakuje nam takich, którzy zasługują na szanse w wyższych ligach. Niestety, nie ma u nas drużyn grających w pierwszej, drugiej lidze, one byłyby niczym trampolina. Patrząc na młodych zawodników dziwię się, że szybko odpuszczają. Jeśli ktoś ma talent, możliwości musi poświęcić parę lat na ciężką pracę, by zaistnieć, nie traktować piłki hobbystycznie w wieku dwudziestu lat.
Popełniłeś jakiś poważny błąd w swojej przygodzie z piłką?
Pewnie wiele. Więcej mogłem pracować nad sobą, techniką, nie tylko wytrzymałością, wiele do życzenia pozostawiały wybory klubów. Mogłem zostać po wypożyczeniu półrocznym na dłużej w Broni Radom – chciała mnie wykupić, ale byłem zakochany w Koronie Kielce. Wydawało mi się, że Korona będzie ze mnie mocno korzystać, tak było po tym jak wróciłem z Orła Wierzbica. Podpisałem nowy kontrakt, zostałem wypożyczony, miałem być sprawdzony po rundzie, niestety zmienił się trener i dyrektor sportowy i temat zgasł. Jako małolat liczyłem na szansę w ukochanym klubie, był moment kiedy na to zasługiwałem po meczach w juniorskich reprezentacjach Polski U-17 i U-18. Klub był jednak nastawiony na sprowadzanie piłkarzy z zewnątrz, także zagranicznych. Nie oszukujmy się, to wtedy był mocny zespół, a mistrzów Polski juniorów nie ceniono jak może by się działo teraz.
Poprawiła się sytuacja wychowanków w Koronie?
Grają więcej, dostają szanse, ale dziwi mnie to, że przez tyle lat nie udało się wypromować jakiegoś chłopca, którego sprzedałoby za konkretne pieniądze. Korona dwa razy zdobywała mistrzostwo Polski juniorów, a nikt nie zrobił wielkiej kariery. Jedynie Piotrek Malarczyk został ligowcem z prawdziwego zdarzenia. Problem leży po obu stronach.
Nadal masz sentyment do Korony?
Pewnie. Miłość do klubu była od najmłodszych lat. Teraz śledzę, oglądam, kibicuje i wierzę, że Korona utrzyma kieleckie DNA, koroniarski charakter. Taki Andrzej Paprocki powinien być ikoną Korony, uchodził za duży talent, regularnie jeździł na kadry Polski juniorów. Zasłużył na poważną szansę, nie dostał jej. Choć tyle z tego dobrego, że zadzwonił z Fałkowa i namówił mnie na przyjście do tego klubu. Cieszę się, że Andrzej pracuje też jako trener w Koronie i wierzę, że wychowa przyszłego reprezentanta Polski. Niech wyszkoli takiego gracza jakim sam był za młodzieńczych lat i dopracuje. Rozmawiał Jaromir Kruk




