Sławomir Trybek: Otwarte drzwi
Świętokrzyskie środowisko piłkarskie elektryzują sobotnie wybory. Do walki o stanowisko prezesa Świętokrzyskiego ZPN staną obecny prezes Mirosław Malinowski i Sławomir Trybek, dziś wiceprezes. Od wyniku rywalizacji zależeć może przyszłość futbolu w regionie. Malinowski swoje już porządził, jest wypalony, Trybek może spróbować coś zmienić, tym bardziej, że zna problemy klubów i zamiast zwoływania szumnych konferencji prasowych pojawia się na turniejach dla dzieci.
Nie brakuje w tej całej kampanii wyborczej rzeczowej dyskusji o piłce nożnej?
Sławomir Trybek: Zauważyłem, że brakuje. Za dużo się mówi i pisze, co kto zrobił, co może zrobić, a futbol schodzi na bok. Nie wolno jednak zapominać, że nie kluby są dla związku, lecz związek dla klubów. Potrzeba poprawić organizację i sprawić, by najważniejsza piłkarska instytucja w regionie stała się otwarta dla wszystkich.
Jak zamierza pan pomagać klubom? Jakie ma pan pomysły?
W ostatnim okresie wykonaliśmy kawał dobrej roboty, nie tylko sam pan prezes. Opłaty za obserwatorów i ich delegację przejął Świętokrzyski Związek Piłki Nożnej i to na mój wniosek. Cieszę się, że koledzy go poparli. 10 tysięcy złotych premii dla zwycięzców Pucharu Polski na szczeblu okręgu to też między innymi mój pomysł. Staram się wspierać kluby, a dużo jeszcze można zrobić. Choćby w kwestii opłat transferowych, zmodyfikować ich wysokość patrząc na możliwości klubów. Wielu młodych chłopców przestało kopać w piłkę, bo ktoś nie był w stanie wyłożyć 300 złotych. Jestem otwarty na propozycje i pomysły najbardziej zainteresowanych.
Reorganizacja wychodzi na dobre trzeciej i czwartej lidze. Świętokrzyskie stać na klasę B w 16-zespołowym kształcie?
Trzeba rozmawiać z działaczami z klubów, bo brakuje takiej komunikacji. Jestem za regularnymi spotkaniami roboczymi, bo tak naprawdę zbyt wiele spoczywa na barkach Arka Krali, który wykonuje świetną pracę. A-klasowcy i B-klasowcy muszą się czuć potrzebni i ważni. Nie powiem, że mam czarodziejską różdżkę, bo nie posiadam takiej, ale krok po kroku trzeba iść do przodu. Siedziba związku musi być otwarta, nikt nie może w niej zostać niesympatycznie przyjęty. Poprawa wizerunku to też jeden z moich celów.
Rozgrywki dziecięce i młodzieżowe doczekają się właściwej opieki ze strony związku?
Nie mamy prawa tego zaniedbywać. Trzeba współpracować z ludźmi, którzy znają temat od podszewki, słuchać innych i angażować w sprawy młodzieży byłych piłkarzy. Dlaczego nie mamy organizować w regionie, powiedzmy, w Pińczowie letnich obozów dla utalentowanych chłopców. Prezes Boniek daje przykład w centrali jak działać z dzieciakami.
Stać nas na kompromitację jak w UEFA Regions Cup, gdy świętokrzyska kadra przegrała walkowerem z Podkarpaciem?
Nie, takie coś nigdy nie powinno się zdarzyć. Trzeba dobrać odpowiednich ludzi i dbać o zespół, który wystąpi w tych rozgrywkach. Można na nich wiele zyskać, także finansowo, bo UEFA podchodzi do tego z wielką powagą.
Nie zaniedba pan w razie zwycięstwa piłki amatorskiej i turniejowej?
Zawsze byłem jej zwolennikiem. Tam rodzi się i kształtuje mnóstwo talentów, a w trakcie przerwy zimowej mogą fajnie czas spędzać i nie tracić kontaktu z futbolem piłkarze z trzeciej czy czwartej ligi. Za każdym razem gdy zwracano się do mnie o pomoc przy turniejach nie odmawiałem. Prezes Malinowski woli konferencje prasowe, a ja w tym czasie jadę choćby do Opatowa na zawody dzieciaków. Niech widzą, że ktoś się nimi interesuje. Nie robię nic na pokaz, nie szukam poklasku. Jak każdy popełniam błędy, ale zależy mi na piłce nożnej w każdej płaszczyźnie.
Mirosław Malinowski chwali się młodzieżowym Euro w Kielcach, a pan czym?
Chcę pomagać klubom i działać dla piłki. PZPN na pewno nie zostawi mnie na lodzie, działam w Komisji Piłkarstwa Amatorskiego i możemy się pochwalić w naszym regionie wymiernymi sukcesami, choćby organizacją turnieju imienia Włodka Smolarka. Reprezentacje młodzieżowe i juniorskie też o nas nie zapomną, mam kontakt z Warszawą i staram się dbać o nasze interesy.
Jak po wygranych wyborach ludzie przyjdą do Trybka i zaczną wymagać to?
Nie zamknę drzwi. Piłka to nasze wspólne dobro, najważniejsi są zawodnicy, kibice, potem działacze, ale my musimy robić by wszystko było jak najlepiej zorganizowane. Wspólnymi siłami wiele możemy osiągnąć, a jak nie będziemy mieli związanych rąk powinno się dziać jeszcze lepiej. Wolę być prezesem, który mocno angażuje się przy organizacji piłkarskich wydarzeń, każdej rangi, a nie takim, dla którego najważniejsze jest by błyszczeć przy świetle fleszy i tylko się chwali.


