Piękna pucharowa przygoda KSZO
31 maja 2003, Ostrowiec Świętokrzyski. Dwa tysiące kibiców ogląda ostatni mecz ekstraklasy w tym ośrodku. KSZO, już zdegradowane przegrywa 0:2 z Wisłą Płock, a w ekipie gospodarzy pełne 90 minut zalicza Tadeusz Krawiec. Po ponad 13 latach jako trener rekordzista pod względem występów w elicie w barwach pomarańczowo-czarnych prowadzi popularne KSZO-ki w spotkaniu 1/8 finału Pucharu Polski z Arką Gdynia. Wydarzenie to wywołuje niesamowite zainteresowanie w Ostrowcu, a chętni do jego obejrzenia muszą trochę czasu spędzić w kolejce do kas.
KSZO w swojej historii przeszło wiele zawirowań, włącznie z upadkiem, ale klub się odradza i funkcjonuje na zdrowych zasadach. Aktualny lider czwartej grupy trzeciej ligi przygodę w Pucharze Polski traktował jako bonus, nagrodę za triumf w rywalizacji na szczeblu okręgu. Na pułapie centralnym przed dojściem do 1/8 finału podopieczni Krawca po nieprawdopodobnych emocjach rozprawili się z Pogonią Siedlce (2:1 po dogrywce, choć do 90 minuty przegrywali 0:1) i Rakowem Częstochowa (3:2, mimo że było już 0:2) i po cichu, a w zasadzie nawet nieco głośnie liczyli na sprawienie niespodzianki w konfrontacji z Arką. – Skoro Puszcza mogła wyeliminować Lechię, to dlaczego nie my Arkę – powiedział Klaudiusz Łatkowski, ulubieniec kibiców KSZO, zawodnik, który wystąpił w dwóch turniejach finałowych ME z reprezentacją Polski juniorów. Gdy w 77 minucie podchodził do rzutu karnego przy stanie 1:2 na ławce Arki denerwował się Grzegorz Niciński. – Sami sobie narobiliśmy problemów. Prowadząc 2:0 do przerwy uwierzyliśmy, że jest po meczu, a rywal poczuł szansę gdy skorzystał z naszego błędu i zdobył kontaktową bramkę. Dobrze, że gospodarze nie wykorzystali „jedenastki” – podsumował trener żółto-niebieskich, który za wszelką cenę chciał uniknąć dogrywki, w perspektywie ligowej batalii z Lechem. Arkowcy spodziewali się ciężkiej przeprawy w Ostrowcu, ale przed przerwą dominowali, w ich poczynaniach widać było większą piłkarską kulturę, co zostało podkreślone dwoma trafieniami. Ambitni zawodnicy Krawca nie zawiedli jednak swoich sympatyków, którzy licznie stawili się na stadionie i stworzyli z grupą przyjezdnych fantastyczną atmosferę. – Mówiłem kolegom, że KSZO potrafi grać w piłkę. Ten zespół nie bazuje na kopaniu futbolówki do przodu, tylko stara się konstruować. Tracąc gola daliśmy gospodarzom szansę i niewiele brakowało, że jej nie wykorzystali. Nawet zmarnowany karny ich nie załamał i w końcówce nas strasznie przycisnęli – tak ocenił drugą odsłonę Krzysztof Sobieraj, w tym spotkaniu kapitan Arki. Istotnie, na boisku nie było widać różnicy klas, a w niektórych okresach obserwatorzy mogli się zastanawiać, który zespół na co dzień rywalizuje na najwyższym krajowym szczeblu. Najbardziej znanym piłkarzem KSZO jest Dariusz Pietrasiak, był reprezentant Polski, mistrz kraju ze Śląskiem Wrocław w sezonie 2011/12. Wychowanek Cukrownika Włostów, który debiut w ekstraklasie zaliczył właśnie w barwach klubu z Ostrowca przed piętnastoma laty wrócił na stare śmieci i z jego doświadczenia mogą korzystać młodsi. Pietrasiak trafił do zespołu bez kompleksów, który nie zastanawia się, czy jego rywalem jest Spartakus Daleszyce, czy Arka Gdynia, po prostu wychodzi na boisko by wygrywać. – Takie myślenie to klucz do sukcesu. Narobiliśmy stracha Arce, ćwierćfinał Pucharu Polski był naprawdę blisko, ale sami sobie udowodniliśmy, że potrafimy grać w piłkę – przekonuje 36-letni obrońca. KSZO bez zawieszonego za kartki Łukasza Jamroza (byłego gracza Arki) dało wiele radości kibicom, którzy mimo porażki zadowoleni opuszczali stadion. Sportowo zespół Krawca jest gotowy na awans do drugiej ligi, ale głośno nikt o tym nie mówi. – Pucharowy mecz z Arką pokazał, że w Ostrowcu zapotrzebowanie na futbol na wysokim poziomie nie zaniknęło. – Gdy zobaczyłem w Ostrowcu swoich kolegów z Gdyni – Szwocha, Sobieraja, Marcjanika, Marcusa, Wojowskiego to poczułem gorycz, że nie mogę pomóc obecnej drużynie. Po spotkaniu z Arką dodam tylko, że jestem z niej dumny. Przyszedłem do Ostrowca, bo wierzę w awans do drugiej ligi, a mecze Pucharu Polski w naszym wykonaniu to sygnał dla piłkarskiej Polski, że KSZO się odradza – deklaruje Łukasz Jamróz. Piłkarze z Ostrowca pragnęli sprawić niespodziankę, Arka, nieźle poczynająca sobie w ekstraklasie myślała o uniknięciu blamażu. – Za taki uznano by odpadnięcie z trzecioligowcem, choć KSZO nim jest tylko z nazwy – akcentuje Sobieraj. Puchar Polski to wspaniałe rozgrywki, szansa dla zespołów z niższych lig, a Tadeusz Krawiec i jego ludzie zrobili wszystko by wycisnąć dla siebie jak najwięcej. – Zasłużyli na uznanie, to szalenie ambitna ekipa, z dużą jakością – przyznał Niciński. Awans Arki do ćwierćfinału trzeba rozpatrywać w kategoriach sukcesu, mimo trudnych przepraw z KSZO, a poprzednio Olimpią Zambrów. – Te mecze dały mi wiele materiałów do analiz. Podstawą dla nas jest utrzymanie w ekstraklasie, ale nie bagatelizujemy krajowego pucharu. Do finału na Stadionie Narodowym zostały jeszcze dwie rundy – zakończył trener Arki, która następnego dnia udała się do Poznania na spotkanie z Lechem. A KSZO po zakończeniu pięknej pucharowej przygody ruszy do Oświęcimia, by zagrać z Sołą. Nie wypada schodzić poniżej pewnego poziomu, a wizyta Arki rozbudziła w Ostrowcu głód wielkiego futbolu. W końcu KSZO w ekstraklasie spędził trzy sezony… Jaromir Kruk


