Porozmawiajmy w końcu poważnie o Koronie
Groteska, jaka towarzyszy przejmowaniu Korony od lipca przez senegalskiego inwestora, odbija się coraz większą czkawką i z politowaniem patrzy już na Kielce cała piłkarska Polska. Trudno się dziwić, bo sprzedaż klubu to w końcu poważna rzecz, a działania są kompletnie niepoważne. Ostatnio na mecz do Kielc zjechała największa, jak do tej pory, ekipa z Senegalu. To w sumie powinno cieszyć, bo kibiców na trybunach nigdy za dużo, ochoć akurat ci za wejściówki VIP nie zapłacili.
Goście z Senegalu w komplecie przyszli za to na konferencję prasową, ale o kupnie klubu nie powiedzieli nic, bo… proceduralnie pieniędzy wciąż nie mają. Kazali czekać, a prezydent Wojciech Lubawski, który już bardzo chce Koronę sprzedać, na czekanie się godzi. W znalezieniu poważniejszego inwestora chce teraz pomóc spółka Ekstraklasa, ale też trzeba czekać. Czekamy, a w głowach kieleckich piłkarzy i kibiców mętlik coraz większy.
Rozumiem prezydenta, bo obelgi jakie słyszy za Koronę, nie każdy by zniósł. Ma prawo czuć się zaszczuty, gdyż hejterzy używają sobie do woli, nie zważając na przyzwoitość i poczucie smaku. Wielu tych, którzy tak obrażają teraz prezydenta jakby zapomniało, że w 2008 roku zaryzykował i podał rękę klubowi, gdy Krzysztof Klicki po korupcji powiedział pas.
Wiem, że Lubawski dobrze życzy Koronie, ale nadszedł czas, by w kieleckim środowisku poważnie o niej porozmawiać. Zrobić okrągły stół i zastanowić się, jakiej Korony chcemy. Jeśli nie ma w mieście takiego stołu, to ja się deklaruję, że taki okrągły mebel w „Echu Dnia” przygotuję. Bo jestem przekonany, że o Koronę możemy zadbać sami. Są w tym mieście ludzie, którzy mają pieniądze, chodzą na Kolporter Arenę, zależy im na klubie i chętnie rozważą każdą propozycję. Ale trzeba z nimi rozmawiać. Nie oglądajmy się już na Senegalczyków, którzy sami nie wiedzą czego chcą, nie szukajmy ratunku u sąsiada za miedzy, bo nic z tego nie będzie. Patriotyzm lokalny Koronie może pomóc, bo czasu już nie ma, a zespół przegrywa. Wieczne czekanie na mannę z nieba zakończy się dla klubu głodową śmiercią.
Sławomir Stachura


